- Kajetan's Newsletter
- Posts
- Moje popkulturowe top 100 roku 2025 cz.1
Moje popkulturowe top 100 roku 2025 cz.1
Oj, nazbierało się tego.
Trochę dziwnie zaczynać wstęp do tego typu tekstu, ale przyznam się Wam, że nigdy nie czułem się za mocny w wszelkiego typu podsumowaniach i rankingach. Nie potrafiłbym dokładnie określić jaki był dla mnie popkulturowo rok 2025 (poza tym, że raczej dobry) ani wyłuskać np. top 10 filmów i jeszcze dodatkowo poukładać je w odpowiedniej kolejności. Ja nie z tych. Dlatego poniższe zestawienie jest poukładane tylko w sposób mniej więcej chronologiczny (według mojego zapoznawania się) i nie sugerujcie się kolejnością kolejnych tytułów.
Równie dziwnie jest najpierw napisać, że jest się słabym w podsumowania, a potem zabrać się za listę składającą się docelowo ze 100 pozycji, w skład której wchodzą filmy, gry, książki, komiksy i seriale. Jest raczej na bogato, ale przeglądając ją sam widzę pewne braki, więc nawet nie silę się na uznanie jej za jakoś bardzo obiektywną. Ogólnie założenie jest takie, że to po prostu zbiór tekstów kultury, które zarezonowały ze mną w mijającym roku.
Postanowiłem ją podzielić na trzy części, bo nawet nie próbuję się oszukiwać, że komuś chciałoby się przejrzeć całą setkę za jednym posiedzeniem. Dlatego łapcie na razie pierwsze 33 pozycje.
PS. Załapało się tu kilka tytułów z końcówki roku 2024, ale na pewno nie tylko dla mnie to czas rozmycia, więc mam nadzieję, że mi wybaczycie.
Jeśli chcesz mieć pewność, że nie przegapisz następnej części tego przeglądu, to zapraszam do zapisania się do bazy mailowej tego newslettera. W ten sposób przegląd oraz kolejne odcinki trafią bezpośrednio na Twoją skrzynkę.
Czas na właściwą topkę:
Brutalista

Brady Cobert wjeżdża na pełnej reżyserskiej bucie i przedstawia film, którego nie powstydziliby się młody Francis Ford Coppola czy Paul Thomas Anderson. Opowieść o węgierskim Żydzie, który po zakończeniu II wojny światowej ucieka do USA, aby tam kontynuować swoją karierę architekta jest filmem wielkim pod każdym względem (tra ponad 200 minut). Prawdziwy kinowy monument poruszający masę ważkich tematów, nie tracąc przy tym narracyjnej lekkości. Owszem, ego Corberta szybuje pod niebiosa, ale można mu to wybaczyć, bo efekt jest oszałamiajacy. Duża w tym zasługa Adriena Brody’ego, prezentującego rolę totalną, przebiajającą nawet jego występ w Pianiście. Monumentalny obraz, który powinien zachwycić wszystkich tęskniących za kinem robionym z takim rozmachem.
Silent Hill 2

Nowa werjsa jednej z najwybitniejszych w gier historii pokazuje, że remake klasycznego tytułu może być czymś więcej niż tylko próbową wyciągnięcia pieniędzy od sentymentalnych graczy. Krakowskie studio Blooper wzięło z oryginału to, co najważniejsze, a resztę dostowało do współczesnych standardów. Odkrywanie kolejnych zakamarków mrocznego miasta oraz zszarganej psychiki głównego bohatera to doznanie skrajnie nieprzyjemne i budzące dogłębny lęk. To horror, w którym typowe straszaki są wręcz odpoczynkiem od tego, co naprawdę przerażające. Jeśli ktoś nie załapał się przed lat, to remake stanowi świetną okazję do nadrobienia zaległości.
Otchłań zapomnienia

Paco Roca, komiksowy mistrz opowiadania o znaczeniu pamięci, tym razem wraz z dziennikarzem Rodrigo Terrasą, sięga po jedno z mroczniejszych wydarzeń z dziejów Hiszpanii, jakim były masowego egzekucje wykonywane przez frankistowski rząd po zakończeniu wojny domowej. Ciała ofiar musiały czekać na identyfikację aż do początku XXI wieku, kiedy do grobów dopuszczono archeologów. Autorzy nie szczędzą czytelnikom scen okrutnych, choć najbardziej przeraża towarzysząca im znieczulica. Jednak to także historia o ludzia walczących o pamięc i wten sposób wcyiągającyh ofiary z tytułowej otchłani. Dobry przykład na to, że o narodowych traumach można opowiadać w sposób dosadny i przejmujący, jednocześnie nie tracąc przy tym wrażliwości.
Better Man

Biopici muzyków są zawzywczaj nudne i schematyczne, ale czasami zdarzy się taki, w którym twórcy postanowili bardziej oryginalną ścieżkę. Tak jest w przypadku biografii Robbiego Williamsa, przy tworzeniu której zdecydowanie puszczono wodzy wyobraźni. Fakt uczynienia z muzyka małpy pozwolił na zmienienie dość standardowego dla gwiazd życiorysu w musical pełen pomysłowych i zabawnych inscenizacji muzyczno-tanecznych. Wciąż znajdziemy tu tyopowy dla biopiców melodrama, ale kiedy odpala się kreatywne szaleństwo, wtedy trudno nie zachwycić się tym spektaklem.
Nasze podmorskie żony

Intymna książka wykorzystująca konwencję opowieści niesamowitej do przestawienia historii radzenia sobie z przewlekłą chorobą bliskiej osoby, która zmienia wspólne życie nie do poznania. Narracja toczy się dwutorowo - na przemian czytamy relacje uczestniczki feralnej wyprawy badawczej na dno oceanu i jej żony opisującej dziwną transformację partnerki już po powrocie. Zawiedzieni mogą się czuć ci, którzy po przeczytaniu opisu z tyłu okładki liczą na horror - fantastyczna warstwa jest istotna, ale to przede wszystkim książka o miłości i godzeniu z odchodzeniem ukochanej. Poruszająca i delkatna lektura dla wrażliwców, choć miłośnicy oceanów te powinni po nią sięgnąć.
Flow

Tytuł jest bardzo adekwatny, bo z tym filmem po prostu się płynie. Animowana odyseja futrzaków uciekającyh przed powodzią zachwyca oddaniem natury bohaterów, którzy zachowują się jak prawdziwe zwierzaki. Historia prowadzona jest bez dialogów, ale twóry tak dobrze używają zwierzęcego “języka”, że bez problemu poznajemy ich charaktery oraz wzajemne relacje. Bardzo spokojna, wręcz kontemplacyjna narracja od czasu do czasu przerywana jest momentami niepokoju. To hołd złożony przyrodzie, także jej dzikiemu i groźnemu obliczu. Seans świetnia sprawdza się jako sposób ucieczki przed pełnym przebodźcowania światem.
Metaphor: ReFantazio

Myślałem, że zajawkę na turowe jrpgi już mam dawno za sobą, ale ta gra radykalnie zweryfikowała ten pogląd. Grając w nią czułem się jakbym brał udział we wspaniałym, epickim anime, które co krok zaskakuje mnie nowymi wspaniałościami. Świat i fabuła to pozornie typowe high fantasy, w którym trzeba pokonać tego złego przed sprowadzeniem zagładay, ale tak naprawdę to bardzo dojrzały tytuł skupiający się na kwestiach rasowych, społecznych czy nawet systemach politycznych. Szczególne wrażenie robią genialnie rozpisane posaci. Dawno nie czułem takiego zewu growej przygody.
Połączenia

Mariko Tamaki jest jedną z mistrzyń współczesnego komiksu obyczajowego. Tym razem, wraz z kuzynką Jilian, przedstawie historię trzech koleżanek, które realizują swoje marzenie o wizycie w Nowym Jorku. Zachwyty z odkrywania uroków największej metropolii na świecie łączy się tu z osobistym utarczkami, które zmuszają dziewczyny do ponownego spojrzenia na wzajemne relacje i życiowe priorytety. Temat niektórym może wydaać się mało interesujący, ale Tamaki doskonale oddaje stan dwudziestoletniego ducha, kiedy to wszystko zdaje się niezwykle istotne, a kilka dni potrafi przedefinować życie. Ten komiks zaangażował mnie emocjonalnie, bo odnalazłem w nim siebie z tamego okresu. Warto przeczytać arówno ze względu na efekt nostalgiczny, jak i sposób na przypomnienie sobie, że młodość ma swoje prawa.
The Order: Ciche braterstwo

Co prawda uważam, że ten film nie wykorzystuje tkwiącego w nim potencjału, ale nadal stanowi gratkę dla widzów tęskniących za surowym kinem sensacyjnym w stylu Michaela Manna. Jude Law gra tu zgorzkniałego agenta FBI, który na początku lat osiemdziesiątych próbuje rozpracować członków ugrupowania neofaszystowskich terrorystów (w ich szefa wciiela się Nicholas Hoult). Całość jest bardzo posępna, wręcz nihilistyczna, więc polecam raczej tym lubującym się w historiach o mrocznej stronie ludzkiej natury. Dodatkowego ciężaru dodaje to, że fabuła została oparta na faktach.
Nosferatu

Nawet jeśli z dwoma ostatnimi filmami Eggersa nie jest mi po drodze w kwestii zaangażowania emocjonalnego, to jednak trudno mi nie docenić jego warsztatu i przywiązania wagi do szczegółów. Nosferatu to wykład prawdziwego filmowego nerda, który zdziera z wampiryzmu romantyczną otoczkę, którą wytworzyła popkultura przez ostatnie sto lat i przywraca mu jego dziki, bardzo seksualny rodowód. Już tylko za to nie mógłbym nie wymienić Nosferatu w tym zestawieniu.
Dojrzewanie

Brytyjczycy potrafią dowalicć widzom za pomoc miniserialu, który w kilku odcinkach niesie ze sobą ładunek emocjonalny godny kilku innych serii. Fabuła czterodocinkowej produkcji kręci się wokół morderstwa trzynastolatki, o której oskarżony zostaje jej szkolny kolega. Nie spodziewajcie się jednak kryminału, bo od samej zbrodni ważniejsze są tu okoliczności, jakie do niej doprowadziły. Internetowy mobbing, systemowa niewydolność i nieświadomość rodziców to tylko kilka z poruszanych tematów. Całość jest skrajnie frustrująca i przerażająca. Mocna treść idzie w parze z intrygującą formą, bo każdy z odcinków nakręcono na jednym ujęciu. Do tego wspaniały Stephen Graham i aktorskie objawienie w postaci nastoletniego Owena Coopera w obsadzie.
Studio

Zgryźliwa satyra na Hollywood, w której Seth Rogen wciela się w nowego szefa wytwórni próbującego połączyć swoje kinofilskie zapędy z dostarczaniem kolejnych hitów. Trzy odcinki to niby mało, aby wydać werdykt, ale jeśli cały sezon utrzyma tak wysoki poziom, to filmowe nerdy otrzymały nowy ulubiony serial. Każda minuta jest tu wypełniona pasją do kina. Jeśli chodzi o humor i tempo to wskazałbym Dolinę krzemową i wątki Ariego Golda z Entourage - akcja pędzi na złamanie karku i kręci się wokół ciągłego gaszenia pożarów, a dowcipy są często mocno wulgarne, ale bardzo zabawne. Imponująca jest liczba aktorskich cameo i znanych filmowców pojawiających się jako oni sami. Wrócimy do tematu pod koniec sezonu, ale filmowych geeków zachęcam już teraz, bo to produkcja zrobiona właśnie dla Was.
Częste skutki uboczne

Rewelacyjny serial animowany dla dorosłych, o którym wciąż jest za cicho. To wyśmienicie poprowadzony thriller z domieszką fantastyki opowiadającej o walce z korporacją medyczną chcąc zataić istnienie posiadającego niesamowite właściwości grzyba. Choć brzmi to jak coś z podręcznika dla szurów, to twórcy nie uciekają się do łatwych odpowiedzi i stawiają często nieoczywiste pytania. Jak dodamy do tego świetnie rozpisane postaci, częste zwroty akcji i piękne wizualizacje wizji po zażyciu niebieskich grzybków, to otrzymamy jeden z bardziej zaskakujących seriali tego roku.
Fargo sezon 5

Fargo w końcu wróciło do formy. Serial tym razem eksploruje tematykę władzy i różnych rodzajów przemocy, z naciskiem na rolę kobiet w patriarchalnym społeczeństwie. Bywa dziwacznie, pięknie i brutalnie. Dzieje się tu dużo cudów, ale w tym wszystkim nie gubi się ważny przekaz na temat zagrożeń źle rozumianej wolności. Udało się też oddać ducha oryginału Coenów — obserwujemy historię będącą pochwałą "zwykłego życia", która unika przy tym banalności. Pokazującą, że przy całej brutalności świata ochrona tego, co przyziemne staje się aktem prawdziwej siły. Wyśmienita obsada, z Juno Temple i Jonem Hammem na czele.
Grzesznicy

Ten film ma swoje wady i czasami ugina się pod reżyserskimi ambicjami Ryana Cooglera, jednak wszystkie mu wybaczam, bo to co działa wynagradza resztę. Połączenie historii o rasizmie lat 30 z horrorem i bluesowym musicalem brzmi karkołomnie, ale jakimś cudem sprawdza się świetnie. To film piękny wizualnie, ale muzycznie wręcz wybitny. Muzyka i dźwięk są toższamością tej historii i przenikają ją w każdym calu. Można wymieniać długo, ale napiszę po prostu, że dobrze jest zobaczyć kino pretendujące do miana blockbustera, które jednocześnie jest tak bardzo autorskie i niebojące się ryzykownych decyzji.
11#

Wydawnictwo ArtRage nie zawodzi i dalej z wielkim zapałem wydaje u nas książki z rodzaju tych co najmniej orgyinalnych. Weźmy choćby tę pozycję - to powieś o świecie, w którym kobiety przejęły władzę, a populacja populacja mężzczyzn utrzymywana jest na tytułowym, niezbędnym do przetrwania gatunku poziomie. Naszymi przewodniczkami są cztery kobiety, które mają pewne problemy z odnalezienim się w swoich rolach. Trudno pisać za dużo, bo odkrywanie elementów świata przedstawionego to jedna z głównych atrakcji tej książki. Uthaug nie jest w tym rorzutna i pokazuje czytelnikom tylko jego skrawki. To proza radykalna i co bardziej wraźliwi panowie mogą się poczuć w czasie lektury dość niezręcznie. Dla szukających nietypowych doznań literackich.
Prawdziwa historia Jeffreya Watersa i jego ojców

Powieść skierowana raczej do miłośników literackich wykrętasów, bo to jedno wielkie wywracanie czytelniczych przyzwyczajeń na drugą stronę. Łyskawa bawi się językiem i pisarskimi schematami w sposób, którego nie powstydziłby się Don Dellilo. Miesza ze sobą powieść obyczajową, fikcyjny reportaż (oj, ale piękni się tu dostaje reporterom stawiających się w centrum swoich tekstów), esej krytyczny, medialną relację, poezje i kilka innych konwencji. Owszem, sporo z tego można uznać za popisówkę, ale taką, na którą z przyjemnością się patrzy. A o czym właściwie jest ta książka i kim jest tajemniczy Jeffrey Waters? To drugie pytanie zostawcie sobie na lekturę, bo z tą niespodzianką warto zmierzyć się bez wcześniejszego przygotowania. Jeśli chodzi o pierwsze: to wyobraźcie sobie telenowele rozgrywającą się wśród drwali mieszkających w małym amerykańskim miasteczku, w którym zaczynają się dziać rzeczy niebywałe. . Jeśli lubicie literacką woltyżerkę, to sprawdźcie koniecznie.
Surfer

Jeden z bardziej udanych przedstawicieli podgatunku, jakim stały się dziwne filmy z Nicolasem Cagem. Tym razem wciela się on w mężczyznę, który z powodu grupy agresywnych lokalesów nie może dostać się na swoją ukochaną plażę. Zaczyna się niewinnie, ale szybko zmienia się w prawdziwą walkę o przetrwanie, w której bohater zostaje wepchany w objęcia szaleństwa, czyli rejony, w jakich Cage aktorsko czuje się jak ryba w wodzie. Bardzo atrakcyjny w oglądaniu i świetnie krytykujący toksyczną potrzebę dominacji oraz zasłaniającą wszystko obsesję osiągnięcia celu.
Kiedy będziesz gotów, idź

Wiedziałem, że to autor lubujący się w historiach mrocznych, ale nie spodziewałem się aż takiego uderzenia ciemności. Większość zawartych w tym tomie tekstów dotyka najmroczniejszych stron ludzkiej natury - przemoc domowa, wojna, alkoholizm, dziecienne traumy i innego trybu potworności to dla bohaterów Guni chleb powszedni. To pisarz kojarzony z horrorem i choć element niesamowitości pojawia się tylko w niektórych tekstach, to wszystkie one mają w sobie napięcie związane z tym gatunkiem - trudno nie czuć, że gdzieś tam za rogiem czai się coś potwornego, choć czasami chciałoby się, aby opisywane zło miało źródło w zjawisku nadnaturalnym, a nie pochodziło od ludzi. Nie zdradzam za dużo na temat treści poszczególnych opowiadań, bo warto w nie wejść niczym na nieznane wody - odkrywanie, co tym razem przygotował autor, to przyjemność sama w sobie. Polecam tym, którzy lubią zostać od czasu do czasu literacko sponiewierani.
Blue Prince

Tak raz na pół roku wciągam się w jakiegoś roguelike’a, który kradnie mi nieprzyzwoitą ilość czasu. Jednak Blue Prince wciągnął mnie wyjątkowo mocno nawet jak na standardy tego typu gier. Na początku trudno uświadomić sobie z jak rozbudowanym tytułem mamy do czynienia. Ot, chodzimy po posiadłości, którą sami projektujemy, po opuszczeniu pomieszczenia wybierając, do którego z trzech pokoi trafimy. Celem gry jest znalezienie tajemniczego pokoju nr 46. Mamy na to określoną liczbę ruchów, po skończeniu których zaczynamy zabawę od nowa, a niektóre usprawnienia zostają z nami na zawsze. Każda kolejna rozgrywka uświadamia nam, że wszędzie czają się tajemnice do rozwiązania, a odkrycie ich natury jest zadaniem samym w sobie. I tak lecą kolejne godziny, w czasie których można nabawić się paranoi, bo wskazówki są wszędzie.
Zardzewiały tankowiec

Rzecz z serii tych, które naprawdę potrafią przeryć banię i zaczepić w niej sporo egzystencjalnego niepokoju. Otto Ich na pełnej odpala klimaty dziwacznego mistycyzmu i przedstawia historie ludzi związanych z tytułowym, żyjącym poza czasem i wszystkowiedzącym bytem. Jeśli zwadawało się Wam kiedyś, że otaczająca Was rzeczywistość trzyma się w ryzach tylko dzięki ludzkiej percepcji, to poczujecie się jak w domu. Jeśli jednak, co jest w sumie bardziej prawdopodobne, takie rozkminy nigdy nie zagościły w Waszych głowach, to komiks Icha sprawi, że wypłynięcie na nowe wody niepokoju. Fabuła jest tu mocno odjechana, ale trzeba oddać autorowi, że zachowuje pewien rodzaj wewnętrznej logiki, która pasuje do rozpływającej się struktury świata przedstawionego. Więcej nie będę się starał wytłumaczyć, bo zrozumieć, o czym mowa można tylko za sprawą lektury.
Rok, w którym narodził się diabeł

Jeszcze jedna pozycja ze stajni ArtRage, tym razem jednak bardziej klasyczna, choć rozgrywająca się w mocno egzotycznym otoczeniu. To religijno-przygodowy kryminał, który przenosi nas do Limy początków XVI wieku. Młody oficer Inkwizycji musi odnaleźć się w gąszczu wydarzeń, które wstrząsają stolicą Peru. Morderstwa, bunty rdzennej ludności, samozwańcza święta — na nudę nie może narzekać. Jeszcze większym problemem okazują się jego własna naiwność i oportunizm chętnie wykorzystywane przez wszystkich naokoło.
Kwestia seksu i śmierci

Emocjonalna bomba opowiadająca w bezpardonowy sposób o potrzebie odkrywania swojej seksualności. Kiedy czterdziestoletnia Molly dowiaduje się, że z powodu raka zostało jej kilka lat życia, postanawia w końcu dowiedzieć się czegoś o swoich skrywanych pragnieniach. Połączenie tematu śmiertelnej choroby z niestandardowymi doświadczeniami erotycznymi brzmi jak śliski temat, ale twórcom udaje się zachować równowagę pomiędzy humorem a powagą. Jestem też pod wielkim wrażeniem tego, w jaki sposób serial opowiada o tym, że emocjonalna bliskość może przybierać naprawdę nieoczywiste oblicza. A rewelacyjne role Michelle Williams i Jenny Slate jeszcze bardziej ułatwiają zaangażowanie w tę już i tak poruszającą historię.
Clair Obscure: The Expedition 33

Fantastyczne postapo utrzymane w klimacie Belle Époque? Brzmi dziwacznie, a to dopiero początek cudów, które oferuje graczom ten tytuł. Oszałamiająca oprawą audiowizualną i wyobraźnią twórców oniryczna podróż, w której do końca nie jesteśmy pewnie, czym właściwie jest odkrywany przez bohaterów świat. Tajemnica nie daje spokoju, a świetnie napisane główne postaci sprawiają, że trudno się od tej historii oderwać. Gameplay też jest bardzo sprytnie przemyślany — rozkmina turowej walki łączy się tu z refleksem i wyczuciem potrzebnym do przeprowadzania uników oraz kontrataków. Jeśli ktoś nie ma takich umiejętności to będzie sfrustrowany, ale mi jako weteranowi gier From Software takie wyzwanie bardzo przypadło do gustu. Dowód na to, że wciąż można robić wysokobudżetowe gry, które zachwycają unikalnym charakterem i pomysłowością.
Andor sezon 2

Chyba najdojrzalsza rzecz, która wyszła spod szyldu filmowych i serialowych Gwiezdnych wojen. Drugi sezon opowieści o początkach Rebelii jest piękny pod kątem audiowizualny, świetnie zagrany i ujmuje nieszablonowymi postaciami zmuszonymi do podejmowania niejednoznacznych moralnie wyborów. Okazuje się, że bardziej niż pojedynki na miecze świetlne i magiczne błyskawice interesuje mnie pokazanie życia codziennego pod rządami Imperium. Takiego, w którym gdzieś tam dosłownie istnieje kosmos pełen niesamowitych przygód, a ty codziennie musisz zasuwać do pracy słuchać narzekań zawiedzionej matki. Nie czekam na kolejne Gwiezdne Wojny, ale saj faj w takim stylu przyjmę w każdych ilościach.
James

Błyskotliwa reinterpretacja amerykańskiej klasyki w postaci Przygód Hucka Finna. W Jamesie opisane w oryginale wydarzenia obserwujemy z perspektywy zniewolonego towarzysza rzutkiego nastolatka. Tytułowy bohater jest inteligentnym mężczyzna, którego błędy językowe i pozorna głupota są tylko kolejnym sposobem na obronę przed białymi właścicielami. Zmiana narratora zmienia wydźwięk przeżywanych przez bohaterów wydarzeń — to, co dla Hucka jest kolejną szaloną przygodą, dla Jamesa stanowi zagrożenie życia. Everett potrafi pisać w wielce przejmujący sposób o życiu w ciągłym poczuciu zagrożenia, tak że mrozi krew w żyłach, ale jednocześnie bywa diabelnie zabawny i przewrotny. Polecam wszystkim chcących sprawdzić, jak powinien wyglądać retteling klasycznych historii
Ostatni Blaki

Mateusz Skutnik po raz ostatni wraca do swojego alter ego w postaci lubiącego rozmyślać jegmościa o szpiczastych uszach. Blaki jest odpowiednio starszy i jeszcze częściej myśli o przemijaniu oraz walce z poczuciem bezsensowności działań. Egzystencjalnego smutku jest tu więcej, ale pojawiają się także chwile zachwytu z najprostszych spraw, jak chociażby spędzania czasu z rodziną. Skutnik dalej potrafi świetnie uderzyć w sedno problemów “każdego z nas” używając do tego swojego charakterystycznego rzewnego stylu narracji. Bardzo lubię emocjonalny stan, w jaki wprawiają mnie te komiksy — coś pomiędzy “trochę z niego maruda” a “kurde, jednak ma chłop rację”. Polecam wrażliwcom, szczególnie tym miewającym problemy z wyrażaniem emocji wprost.
Wojna

W filmografii Alexa Garlanda jest to pozycja dość niezwykła, bo przedstawia skrajnie realistyczną i przyziemną historię bardzo nieudanej akcji żołnierzy US Navy Seal w Iraku. To, co miało stanowić proste w realizacji zadanie, szybko zmieniło się w krwawą jatkę. Obraz Garlanda przedstawia ją właściwie w czasie rzeczywistym. Realizmu dodaje fakt, że jeden z bohaterów, Ray Mendoza jest współautorem scenariusza i był obecny na planie filmu jako drugi reżyser. Jest to obraz bardzo surowy, pozbawiony niepotrzebnych ozdobników (brakuje chociażby muzyki) oraz rozbudowanej fabuły. Jeśli ktoś liczy na immersyjne doświadczenie ukazujące wojenny chaos, to Warfare wgniecie go w fotel i ostatecznie zostawi przytłaczającym poczuciem bezsensu. Radzę tylko zapewnić sobie jak najlepsze warunki na ten seans, zwłaszcza jeśli chodzi o dźwięk, bo ten odgrywa tu bardzo ważną rolę.
Krzywda

Michalski z ArtRage potrafi zachęcić człowieka do książki. Kiedy napisał mi o tym, że w końcu doczekaliśmy się dobrej książki łączącej fantastykę z Polską szlachecką, ale bez spermiarstwa, to wiedziałem, że muszę po Krzywdę sięgnąć. I miał skubany rację. Powieść Rzewuskiego świetnie bawi się konwencją “gawędy szlacheckiej” przedstawiając losy niejakiego Stanisława Wróblewskiego herbu Krzywda. Przemierza on targaną konfliktami Rzeczpospolitą początków XVII wieku w poszukiwaniu swojego brata, który zawarł pakt z siłami nieczystymi. Szkatułkowa historia wypełniona jest charakterystycznymi dla tej epoki elementami: konflikty religijne, zajazdy, sejmiki, krnąbrni szlachcice chętnie sięgający po szabelkę to dla bohaterów codzienność. Z drugiej strony sporo tu też fantastyki oraz horroru opartego o polski folklor i podania ludowe. Te światy łączą się w bardzo pomysłowy sposób, przez co odkrywanie kolejnych tajemnic jest frajdą samą w sobie.
Szpiedy

Jedno z większych pozytywnych zaskoczeń roku. Bardzo sprawnie połączenie gadanego kina szpiegowskiego z obyczajową historią grupy znajomych toczących między sobą podszytą erotyczną fascynacją grę. Widać, że odpowiedzialny za reżyserię Steven Sodenbergh wciąż zachował swoje fascynacje z czasów Seksu, kłamstw i kaset video. Eksploracja związku, w którym partnerzy są zawodowymi kłamcami, a jednocześnie mają możliwość użycia najnowocześniejszej technologii do śledzenia siebie nawzajem, jest tu poprowadzona wręcz w podniecający sposób. Perwersja związana z podglądactwem rzadko przybiera tak emocjonujące oblicze.
Toksyczne miasto

Brytyjczycy potrafią w serialowy konkret. Gdzie Amerykanie rozwlekają historię na dziesięć odcinków, tam oni potrafią wyciągnąć z niej pełny ładunek emocjonalny w zaledwie cztery. Przykładem na to jest netflixowe Toksyczne miasto. To oparta na faktach historia walki mieszkanek brytyjskiego miasteczka Corby, które pod koniec lat dziewięćdziesiątych urodziły dzieci ze zdeformowanymi kończynami. Był to skutek zaniechań rady miejskiej w związku z zabezpieczeniem odpadów z pobliskiej huty stali, ale udowodnienie tego zajęło trzynaście lat. Twórcy kreślą panoramę robotniczego miasteczka, przedstawiając zarówno losy skrzywdzonych matek, jak i skorumpowanych członków rady miejskiej oraz zarządu trującego przedsiębiorca. Nie jest to serial wybitny, ale jeśli ktoś lubi rzetelnie zrealizowane produkcje zaangażowane społecznie, to warto spróbować. Dodatkową zachętą są świetne role Jodie Whitaker oraz Aimee Lou Wood.
Natychmiasto to skasuj

Podchodziłem do tej książki podejrzliwie, bo mamy do czynienia z rozgrywającym się w Polsce cyberpunkiem, a jakoś nie mam zaufania do prób “upolszczania” popularnych konwencji. Jednak tym razem dałem się ująć wizji Warszawy niedalekiej przyszłości, bo Hildebrand kreuje swój świat bez ocierania się o przesadę . Główna bohaterka to reporterka śledcza, która kiedyś nadepnęła na jeden odcisk za dużo i została skompromitowana przez możnych tego świata. Do zawodu wraca z powodu zlecenia zbadania sprawy domorosłego hakera, którego mózg usmażył się podczas streamu z hakowania systemu zarządzającego siecią lodówek. Hildebrand czuje konwencję, umie snuć intrygę i rozładowywać atmosferę humorystycznymi opisami. Nie jest to rzecz przełomowa, ale jako porządna rozrywka podparta sporą dawką wiedzy sprawdza się znakomicie.
Dum-Dum

Komiks, który rozsadza głowę z odgłosem widocznym w tytule. Już sam fakt, że został w całości narysowany w Autocadzie to jakiś odjazd. Minimalistyczna forma (pozdro dla antyfanów patyczaków) przypominająca rysunki technicznie świetnie koresponduje z fabułą. Ta jest osadzona w Berlinie lat 30 i opowiada o pewnym kreślarzu, który nie może odnaleźć się w zachwyconym rozwojem technologii społeczeństwie. Mnogość tematów (historia, postęp, toższamość narodowa, wojenna trauma i wiele wiecej) doskonale współgra tu z oryginalną formą. Dla mnie mistrzostwo w operowaniu komiksową narracją. Jeden z tych albumów potrafiących poszerzyć postrzeganie całego medium.
Ciąg dalszy nastąpi niebawem.
