Kusi na newsletter odcinek 25

Zabójcy na wakacjach i mordercza małpa

Witam Was dzisiaj z dobrym humorkiem spowodowanym pewnego rodzaju ekscytacją z planowanego obcowania z dziełem kultury. Tym razem chodzi o tytuł, na który czekałem dosłownie pół swojego życia, czyli “Metal Gear Solid Delta: Snake Eater”. Dlaczego tak długo? Wszystko zaczęło się kiedy w liceum przeszedłem na komputerze dwie pierwsze części MGS - w tamtym czasie zupełnie mnie oszołomiły i skradły moje nerdowskie serducho. W tym czasie “Snake Eater” od jakiegoś czasu zachywcał posiadaczy PS2. Ja konsoli nie miałem, więc z utęsknieniem oczekiwałem na konwersję trzeciej częsci na pecety. Emocje podsyciło CD-Action, które w swoim dziale “Za pięc dwunasta” umieściło jej długaśną zapowiedź. Potem okazało się, że redakcja wyszła z założenia, że skoro dwie pierwsze części trafiły na komputery to z trójką na pewno stanie się podobnie. Potem przez lata nie miałem na czym w nią zagrać, a jeszcze później obawiałem się, że gra już zbyt się zestarzała, aby zrobić na mnie odpowiednio duże wrażenie. Pogodziłem się z tym, że po prostu już nigdy w nią nie zagram, ale zapowiedź rimejku ponownie rozpaliła we mnie dawne oczekiwania. Dlatego po skończeniu dzisiejszej pracy jade rowerkiem po swoją kopię i mam zamiar grać przez cały weekend. Zapowiadają się piękne dni. O samej grze napiszę więcej, jak już ją przejdę, a Was zapraszam do części właściwej newslettera. Tak w ogóle to już 25 odcinek! Jakbyście chcieli mi zrobić z tej okazji prezent, to po prostu szepnijcie o nim jakimś znajomym, niech grono czytelników się rozrasta.

Trailery

Black Rabbit

Czasami naprawdę łatwo mnie czymś zainteresować. To jest idealny przykład — Jude Law i Jason Bateman w miniserialu o właścicielu restauracji, który musi pomóc swojemu bratu spłacić długi u bardzo niemiłych ludzi? Brzmi wyśmienicie i zapowiada się równie dobrze, proszę mi to pokazać jak najszybciej. Law to klasa sama w sobie, wiadomo, ale lubię też to poważniejsze oblicze Batemana i jestem ciekaw, jak sprawdzi się tym razem.

Bugonia

Emma Stone chyba naprawdę musi inspirować Yorgosa Lanthimosa, skoro za kilka miesięcy będziemy mogli obejrzeć ich trzeci wspólny film wypuszczony w ciągu dwóch lat. Trailer „Bugoni” zapowiada powrót potężnego Greka do swoich wcześniejszych fascynacji w stylu “Zabójstw Świętego Jelenia”. Tym razem w otoczce eat the rich i teorii spiskowych. Jako ultras Emmy Stone czekam na każdą jej nową rolę, ale równie mocno cieszy mnie, że Jessie Plemmons po raz kolejny ma szansę zabłysnąć. Warto zwrócić uwagę, że to pierwsza współpraca Lanthimosa ze scenarzystą Willem Tracym.

Silksong

Ekipa Team Cherry nieźle zaskoczyła wszystkich fanów wyczekujących każdej wieści na temat premiery kontynuacji „Hollow Knighta”. Od jakiegoś czasu zapowiadano, że gra naprawdę, ale to naprawdę ukaże się w końcówce tego roku. Część nie dowierzała, inni czekali w napięciu. Jednak chyba nikt nie spodziewał się, że studio ogłosi datę premierę zaledwie dwa tygodnie wcześniej. A tu nagle jeb — pełnoprawny trailer i informacja, że gra będzie dostępna do kupienia już czwartego września. Przyznam, że ciągle trudno mi w to uwierzyć.

Newsy

Ugoda w sprawie “Chłopek”

Jedna z większych literackich afer tego roku dobiegła właśnie końca. Chodzi o konflikt pomiędzy Jonną Kuciel-Frydryszak a wydawnictwem Marginesy. Autora bestsellerowych “Chłopek” domagała się od wydawcy wyrównania dysproporcji w zarobkach, związanych z niesamowitą popularnością tytułu. Sprawa rozpoczęła dużą dysksuję na temat zarobków pisarzy i ich relacji z wydawnictwami. Jak widać warto głośno krzyczeć o swoje, bo obie storny w końcu doszły do porozumienia. Zostało to ogłoszone na profilach wydawnictwa:

"Wydawnictwo Marginesy sp. z o.o. oraz Joanna Kuciel-Frydryszak informują, że osiągnęli porozumienie w sprawie wypłaty dodatkowego wynagrodzenia dla Autorki związanego z sukcesem rynkowym książki 'Chłopki. Opowieść o naszych babkach'. Wydawca i Autorka kontynuują współpracę w zakresie dalszej sprzedaży książki

Bioshock 4 i masowe zwolnienia

Kryzys w branży gier komputerowych trwa w najlepsze. Tym razem cięcia zatrudnienia dosięgły ekipę Cloud Chamber pracującą nad „Bioshockiem 4”. Zwolnionych zostało 80 z niecałych 250 pracowników studia. Głównym powodem tej decyzji są kolejne opóźnienia związane z datą potencjalnej premiery — gra miała trafić na rynek pod koniec 2026 roku, ale już teraz wiadomo, że z powodu ciągłych przeróbek nie ma na to szans. Patrząc na to, że projekt buja się od studia do studia już od wielu lat, a obecna wersja nie zadowala włodarzy 2K Games, trudno patrzeć optymistycznie na przyszłość tego tytułu.

Wokulski i Łęcka

Tak prezentują się Marcin Dorociński jako Stanisław Wokulski oraz Kamila Urzędowska jako Izabela Łęcka w pierwszym wspólnym fotosie z nadchodzącej filmowej ekranizacji „Lalki”. Wyglądają całkiem całkiem, ale na mnie większe wrażenie robi na razie to, jak dobrze poprowadzona jest akcja promocyjna tego filmu. Kolejne informacje i fotki pojawiają się dość rzadko, ale kiedy to się stanie, to robi się wokół nich niezły szum. Teraz należy czekać na ujawnienie tego, jak prezentuje się Ignacy Rzecki w wersji Marka Kondrata.

Taylor Swift i Travis Kelce zaręczyli się

Najważniejsza obecnie gwiazda pop przyjęła oświadczyny swojego partnera. Nie wiem dokładnie co z tym newsem zrobić, ale czuję w nim taką potęgę, że po prostu musiałem go tutaj umieścić. Czekam na wieśći o ślubie, bo czeka nas jedna z najbardziej omawianych imprez w historii.

Jude Law jako Putin

Tak prezentuje się Juda Law jako Władimir Putin w filmie „The Wizard of Kremlin”, który ma opowiadać o fikcyjnych początkach politycznej kariery rosyjskiego dyktatora. Film jest adaptacją książki autorstwa Giulanio Da Empoliego, wydanej u nas przez wydawnictwo Filtry. Nie wiem co dokładnie o tym myśleć, ale pajęczy zmysł podpowiada mi, że to chyba nie jest najlepszy pomysł.

Powstaje nowa wersja “Nieustraszonego

Z garnka z nostalgią tym razem wyłowiono „Nieustraszonego”. Wychowani w najntisach pewnie jeszcze pamiętają serial, w którym David Hasselhoff wsiadał do inteligentnej superfury o imieniu KITT i za jej sprawą wymierzał sprawiedliwości. Podobno ma powstać wersja filmowa, za którą ma zabrać się zespół odpowiedzialny za bardzo udane „Kobra Kai”. Panowie udowodnili, że znają się na kreatywnym wykorzystywaniu sentymentów, więc może i tym razem się uda.

“Harry Angel” wraca do kin

Reset - dystrybutor klasyki kina ogłosił, że za jego sprawą do kina ponownie trafi "Harry Angel" Alana Parkera. Cudownie będzie obejrzeć na ekranie najbardziej demoniczną scenę jedzenia jajka w historii. A tak na poważnie - mam wrażenie, że ten film został u nas zapomniany, a to jeden z moich ulubionych horrorów, w którym Mickey Rourke jest w peaku swojego aktorskiego magnetyzmy. Osobiście uważam też, że to film, który najlepiej oddaje klimat komiksowego "Hellblazera" (choć powstał przed komiksami) i fajnie byłoby kiedyś zobaczyć jakąs ekranizacje historii o Constantinie utrzymaną w takiej stylistyce.

Przypał tygodnia

Woody Allen na moskiewskim festiwalu filmowym

Woody Allen już od lat nie ma dobrej prasy, ale okazuje się, że zawsze może być gorzej. W zeszłym tygodniu świat obeszła informacja, że reżyser został gościem honorowym tegorocznego Międzynarodowego Tygodnia Filmowego w Moskwie, na którym miał wystapić w formie online. Tak mowa o tej samej Moskwie, która jest stolicą kraju prowadzącego od ponad trzech lat bezprawną inwazję na Ukrainę. Spotkało się to z uzasadnionym oburzeniem środowiska filmowego, szczególnie związanego z Ukrainą. Na swoją obronę Allen stwierdził, że co prawda potępia działania Putina, ale nie uważa, aby zrywanie kulturalnego dialogu było słuszne.

“Jeśli chodzi o konflikt na Ukrainie, jestem głęboko przekonany, że Władimir Putin jest w całkowitym błędzie. Wojna, którą wywołał, jest przerażając . Ale niezależnie od tego, co zrobili politycy, nie sądzę, żeby uciszanie rozmów o sztuce było dobrym sposobem na pomoc”.

Jak łatwo się domyślić, ta odpowiedź raczej nie uspokoiła sytuacji, ale może sam Allen dzięki niej uważa, że już wszystko jest załatwione. Może przy okazji będzie mógł sobie kiedyś przybić piątkę z Emirem Kusturicą, który też pojawił się na moskiewskim festiwalu.

Było oglądane

Nikt 2

Pierwszy “Nikt” był jednym z moich ulubionych produkcji z ,popularnego w ostatnich latach, gatunku “Niepozorny facet okazuje się doświadczonym zabijaką i masakruje złoli, którzy zaszli mu za skórę”. Film dobrze łączył humor, przesadzoną przemoc z postacią zmęczonego ojca rodziny. Twórcy zorientowali się, co pykło poprzednim razem i postanowili to odpowiednio podkręcić. Tym razem głównym tematem są tutaj rodzinne wakacje, na których grany przez (znakomitego) Boba Odenkirka bohater próbuje odpocząć od swojej specyficznej pracy i nadrobić czas z najbliższymi. Jednak szybko orientuje się, że robota znajdzie go wszędzie. Pomysł na połączenie problemu pracoholizmu i niemożności odpoczynku z postacią wyszkolonego killera sprawdza się tutaj znakomicie. Fabularnie jest tu może trochę za dużo waty i wątków od czapy, ale wiadomo, że w takich filmach najważniejsza jest rozwałka. Pod tym względem autorzy wykazali się sporą dawką kreatywności w kwestii wykorzystywania kurortowych atrakcji jako maszyn śmierci. Szczególnie fajna jest pod tym względem ostatnia, naprawdę pomysłowa rozpierducha. Nie jest to tytuł, który przekona kogokolwiek do tego rodzaju kina, ale jego miłośnicy powinni być zadowoleni. Główny zamysł nie został tu jeszcze zaruchany, więc chętnie wybiorę się także na potencjalną część trzecią.

Małpa

Uwielbiam, kiedy twórcy horrorów próbują łączyć campową estetykę z przesłaniem na jakiś fundamentalny temat. Szczególnie wdzięczne pod tym względem wydają się wszelkie kwestie związane ze śmiercią i żałobą. Jednak takie eksperymenty nie zawsze się udają, czego dowodem jest właśnie „Małpa” Osgooda Perkinsa (który rok temu zdobył serca miłośników horroru za sprawą „Kodu zła”). Reżyser i scenarzysta wziął na warsztat stare opowiadanie Stephena Kinga o przeklętej małpce-zabawce, która sprowadza śmierć za każdym razem, jak zostanie uruchomiona. Musicie przyznać, że to pomysł mający znamiona najtańszych opowieści gatunkowych, a sam film raczej nie ma zamiaru zmienić tej opinii. ”Małpa” jest absurdalnie brutalna i groteskowa, czasami sprawia wrażenie jak parodia filmów typu „Oszukać przeznaczenie”. Ma to swój urok, a Perkins bezcelnie bawi się skrajnie przerysowaną przemocą. Problem w tym, że jego obraz ma też drugą warstwę, w której stara się opowiedzieć coś na temat żałoby. I niestety efekt jest taki, że te dwa oblicza filmu nijak nie chcą się skleić w przekonywającą całość, przez co fabuła się rozłazi, bo ani warstwa makabryczna (choć ta mniej) ani ta terapeutyczna nie są w pełni wykorzystane. Szkoda całkiem udanej warstwy audiowizualnej, kilku naprawdę pomysłowych zgonów oraz podwójnej roli Theo Jamesa, który dwoi się i troi, aby wyciągnąć ze swojej postaci jakąś głębię. Nie tym razem panie Perkins.

Co tam mielę serialowo

Reacher sezon 3

Trochę mi to zajęło, ale w końcu dokończyłem trzeci sezon „Reachera”. Ten serial to obecnie chyba jeden z moich ulubionych sposobów na radosny eskapizm. Nie ma to, jak oglądanie absurdalnie napakowanego i supersprytnego kolesia, który wpuszcza wpierdol tym złym i nadużywającym władzy. Może to sentyment związany z wychowaniem przez akcyjniaki na kasetach VHS w latach dziewięćdziesiątych, ale mam też inną teorię. Geopolityczny burdel sprzyja kibicowaniu komuś, kto ma w dupie zasady i nie boi się stanąć naprzeciwko niegodziwcom tego świata. Jest w tym pewna pułapka, bo w końcu taka figura musi szczególnie przypadać do gustu wszelkiej maści konfiarzom i antysystemowcom. Może nie warto się w to aż tak zagłębiać, tylko cieszyć się z bardzo dobrze zrealizowanej produkcji? Trzeci sezon ma swoje gorsze momenty, ale ogólnie oglądało mi się go chyba lepiej niż poprzedni. Źli są tutaj na tyle kreskówkowo przerysowani, że pozwala to przymknąć oko na pojawiające się tu i ówdzie durnotki scenariuszowe. Szczególnie satysfakcjonujące okazało się finałowe starcie Reachera z wielkim ja góra (główny bohater wydaje się przy nim mały) Pauliem. To prawdziwy boss fight, w którym konieczne jest znalezienie sposobu na dużo mocniejszego przeciwnika. Wiecie, taki vibe Spider-Mana próbującego znaleźć sposób na Venoma. Jakoś to wszystko działa na mnie oczyszczająco. Spuszczaj im wpierdol dalej Reacher!

Książki

Elektroniczny bandyta - Rynek wideo w Polsce okresu transformacji

Zawsze się cieszę, kiedy do rąk wpada mi porządnie opracowana książka napisana przez pasjonata niszowego tematu. Grzegorz Fortuna JR. jest pracownikiem akademickim od lat zajmującym się naukowo badaniem historii produkcji filmowej, do tego sam działa przy organizacji Octopus Film Festival oraz w firmie dystrybucyjnej Velvet Spoon, więc możemy mówić o prawdziwym specu. W swojej książce metodycznie przedstawia dzieje rozwoju rynku kaset wideo w Polsce na przełomie lat 80 i 90. Z pozoru temat może nie wydawać się atrakcyjny, ale wystarczy przeczytać kilka rozdziałów, aby zmienić zdanie. Losy dystrybutorów kaset i właścicieli wypożyczalni video idealnie wpisują się w obraz dzikiej transformacji, w których czasie wszelkie chwyty były dozwolone. Autor podchodzi do tematu z akademicką rzetelnością, skupiając się głównie na dostępnych danych, archiwalnych artykułach i osobiście przeprowadzonych wywiadach. Ucieka w ten sposób od zakrzywiającej obraz nostalgii i mitologizacji omawianego okresu. Jednak skrupulatność i rzetelność tej pozycji nie jest równoznaczna z, często kojarzoną z akademickim dyskursem, bezbarwnością czy brakiem humoru. Wręcz przeciwnie — Fortuna wielokrotnie przemyca w swoich tekstach dowcipne komentarze i nie traci okazji, aby pozwolić odpowiednio wybrzmieć co bardziej absurdalnym sytuacjom. Kaseta wideo staje się odbiciem błyskawicznie zmieniających się nawyków i gustów ówczesnych Polaków. Wspomniałem już, że autor ucieka od taniego sentymentalizmu, ale trudno czytać tę książkę bez sięgania pamięcią do czasów, kiedy seanse filmów z wypożyczalni były stałym rodzinnym rytuałem. Polecam wszystkim, którym na takie wspomnienie kręci się łezka w oku.

Było grane

GTA 3 Definitive Edition

Tak się jakoś złożyło, że ostatnio przeszedłem "GTA III Definitive Edition".

Nie planowałem dłuższej rozgrywki - zobaczyłem, że gra jest dostępna na PS Plus Extra i stwierdziłem, że odpalę na chwilę, tak w imię sentymentów. Przeszedłem prolog, poczułem coś w stylu "oj, ale ta gra się zestarzała", a potem z ciekawości rozpocząłem pierwszą misję, a po niej kolejną. I tak zeszło aż do finału. I w czasie rozgrywki żyły we mnie dwa wilki: jeden dziwił się temu, jak ta gra mogła kiedyś robić wrażenie tak rozbudowanej i dającej tyle swobody w rozgrywce. Największym zaskoczeniem było chyba to, jak małe jest Liberty City w tej wersji. I jak w sumie niewiele jest w nim do zrobienia - zabawa w taksówkarza czy strażaka sprowadza się do tego samego i szybko się nudzi. Jednak całe lata rozwoju gatunku i samych gier Rockstara rozpieściły człowieka. Zdziwiłem się też, jak w sumie proste są same misje - problemy miałem właściwie tylko z zadaniami, w których dochodziło do jakiejś większej rozróby z użyciem broni, bo pod tym względem to już prawdziwa ramota.

Jednak dość szybko do głosu zaczął dochodzić drugi wilk, który z kolei był zaskoczony tym, jak wciąż bardzo grywalny jest to tytuł. Po drugiej stronie koszmarnego strzelania jest wciąż wyśmienity system jazdy - kiedy już załapałem jak efektywnie prowadzić fury, to wszystko, co z nimi związane było już czystą przyjemnością. Wspomniana wcześniej prostota też ma swój urok, bo właściwie już po kilku minutach wiemy co i jak. I tak zostaje do końca. Jest to na swój sposób odświeżające w stosunku do takiego "GTA V" lub "Red Dead Redemption 2", w których imponujące rozbudowanie niesie za sobą cenę w postaci wrażenia, że przez dobrych parę godzin bierzemy udział w rozbudowanym tutorialu, a każda pierdoła musi mieć poświęconą sobie misję. Tutaj po prostu jeździmy i strzelamy, co ma w sobie wręcz arcadowy urok. Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę, że to tytuł, który ma na karku prawie ćwierć wieku, ale pod względem takiej prostej grywalności ta gra wcale się jakoś bardzo nie zestarzała.

W sumie najbardziej doskwierała mi warstwa fabularna, która w najlepszym wypadku nazwać można szczątkową. Granie niemym typkiem, którego wszyscy traktują jak popychadła, też nie pomaga w zaangażowaniu się. Co prawda niektóre wypowiedzi zlecających misję gangusów mają w sobie namiastkę przyszłej komediowej maestrii Rockstar, ale to wciąż nie to. Najlepiej pod tym względem wypadają chyba rozmowy w radiu.

Tak mi się w to dobrze grało, że chyba za jakiś czas odpalę "Vice City", a ja tak dalej pójdzie to następne części. Akurat by się nastroić na "GTA VI".

PS. Wiem, że "Definitive Trilogy" było w momencie premiery koszmarnie niedopracowane i zjechane przez wszystkich, ale z tego, co czytałem wynika, że jakiś czasu temu udało się w końcu je naprawić. Wierzę w to, bo ja nie odczuwałem jakichś większych technicznych bolączek w czasie gry.

Do posłuchania w podcastach

“The Good Hang with Amy Poehler” z Adamem Scottem

Znana chociażby z “Parks and Recreation” Amy Poehler ruszyła jakiś czas temu ze swoim podcastem, do którego zaprasza zaprzyjaźnionych filmowców i prowadzi z nimi niezobowiązującą rozmowę. Tym razem padło na Adama Scotta (czyli jej serialowego męża), który opowiedział sporo na temat pracy przy “Rodzieleniu” oraz wspólnie z prowadzącą powspominał wspólną prace na planie sitcomu. To jeden z tych podcastów, które mają na celu poprawę humoru przez pozytywną atmosferę rozmów i pod tym względem sprawdza się znakomicie.

Do poczytania u innych

Tekst New Yorkera o A24

Na stronie New Yorkera pojawił się świetny artykuł na temat historii i obecnych zmian zachodzących w A24. Autor wyczerpująco wyjaśnia jak studio w ciągu dekady zmieniło się w ulubieńca fanów amerykańskiego kina niezależnego i maszynę do zdobywania kolejnych Oscarów. Analizuje też wzrost jego ambicji i obecne próby wejścia na rynek wysokobudżetowych produkcji, przez co może stracić swoją pierwotną siłę. Naprawdę polecam wszystkim interesującym się współczesnym kinem. Tekst jest dostępny także w wersji audio.

Postaw kawkę i wesprzyj powstawanie tego newslettera

Jeśli podoba Wam się moja twórczość (np. ten newsletter) i chcielibyście wspomóc jej powstawanie, to możecie zrobić to np. przez postawienie mi symbolicznej kawki (8zł) na portalu Buycoffee.to. Każda wpłata dużo dla mnie znaczy i pomaga mi w dostarczaniu Wam kolejnych tekstów. Z góry dzięki za kawusię


1