Kusi na Newsletter #58

Pokraczne zabijaki i niemrawe chłopaki

Dzisiaj w ramach wstępu chciałbym się podzielić z Wami urokami prowadzenia profilu na FB w roku 2026, a konkretniej algorytmowym absurdom. Narzekania na socialowe algorytmy są z nami od początku, ale ostatnio bywa z nimi naprawdę zabawnie. Człowiek dwoi się i troi, pisze recenzje, stara się tworzyć trochę dłuższe treści, a potem algorytm często się na to wypina. To jedna strona medalu, bo jeszcze ciekawsze bywają posty, które z jakiegoś trudnego do zrozumienia powodu nagle idą naprawdę szeroko w internetowy świat. Idealnym przykładem może być post, który wrzuciłem na swoje FB w ubiegły poniedziałek.

Ot, dość losowa wrzutka zamieszczona w czasie oglądania serialu. Nakład pracy oceniam na jakieś 30 sekund, no może minutę, bo musiałem cofnąć do tego fragmentu. Wydawać by się mogło, że to zupełna pierdoła. Jednak algorytm stwierdził inaczej i post poszybował, że hej, co widać na screenie poniżej.

Tak, grubo ponad milion wyświetleń, jeden z najlepszych wyników w historii peja. Nie powiem, takie chwile potrafią wpłynąć deprymująco, bo skoro można takie zasięgi wbić jakąś pierdołą, to po co właściwie się starać?

Nie bójcie się jednak, nie zamierzam rezygnować z dłuższych treści (jak na Internet), czego dowód macie po raz kolejny przed oczami. I nie piszę tego po to, aby się jakoś flexować, ale dlatego, że ta nieprzewidywalność sociali jest jednym z powodów, dla których w ogóle rozpocząłem wysyłanie Wam tego newslettera. Bo naprawdę dobrze mieć świadomość, że na pewno trafi on na skrzynki tych z Was, którzy się na niego zapisali.

Przy okazji przypomnę, że jeśli chcielibyście zwabić jakiś znajomków, którym poleciecia tę moją pisaninę to najłatwiej jest to zrobić wysyłając im o ten link:

A teraz zapraszam na newsletterową część właściwą.

Trailery

Na wschód od Edenu

Nie wiedziałem, że taki serial powstaje, ale teraz wyczekuje go przynajmniej z trzech powodów. Po pierwsze, Na wschód od Edenu to przepiękna powieść, która idealnie nadaje się na mini-serial. Po drugie, za reżyserię odpowiada Zoe Kazan, co jest interesujące, bo jej dziadek Elia wyreżyserował filmową adaptację z 1955 roku. Po trzecie, w rolę Cathy wciela się Florence Pugh, której jestem olbrzymim fanem i jestem bardzo ciekaw co zrobi z tą postacią.

The Ghost in the Shell

W pierwotnej wersji tego opisu chciałem napisać, że nowy GITS zapowiada się prześlicznie, ale mam trochę mieszane uczucia wobec komediowych elementów, które gryzą mi się z mrocznym klimatem pierwszego anime. Potem dowiedziałem się, że oryginalna manga też taka była, a ta wersja zapowiada się jako najwierniejsza z dotychczasowych animacji, więc już zamykam mordę.

Cape Fear

Wiem, że niedawno wrzucałem poprzedni trailer do tego serialu, ale kurde po prostu nie mogę się napatrzeć na tego demonicznego Bardena. Zapowiada się cudowna aktorska jazda bez trzymanki.

Newsy

David Attenborough skończył sto lat

W zeszły piątek 100 lat skończył prawdziwy O.G programów i filmów przyrodniczych, David Attenborough. Aby uświadomić, jak bardzo jest on związany z historią brytyjskiej telewizji edukacyjnej wystarczy wspomnieć, że po raz pierwszy pojawił się na ekranie 21 grudnia 1954 roku, czyli ponad siedemdziesiąt lat temu.

“Narnia” Grety Gerwig z dłuższą obecnością w kinach

Greta Gerwig wywalczyła dla swojej Narnii prawie sześciotygodniową wyłączność dla kin, zanim film trafi na Netflixa. Może to brzmieć niepozornie, ale patrząć na dotychczasową politykę wielkiego N wobec kin, mamy tu do czynienia z historycznym precedensem. I dowodem na to, jak znaczącą pozycję Gerwig zajmuje obecnie w Hollywood.

Film trafi do kin 12 lutego, a na Netfliksie zadebiutuje drugiego kwietnia.

Mark Rufallo wpadł na spektakl Cezarego Żaka

Pistanie o takich informacjach to wręcz narodowy obowiązek - Karolina Żak wrzuciła w poniedziałek na Instagram zdjęcie, na którym wśród ekipy jej spektaklu stoi uśmiechnięty Mark Rufallo. Skąd się tam wziął? Powód jest prosty - Cezary Żak występuje z nim w filmie Santo Subito i zaprosił kolegę z planu na przedstawienie. Takie to jakieś sympatyczne.

Amerykańskie kina zaliczyły najlepszy weekend od 2020 roku

Pod względem zarobków obecna dekada jak dotąd jawi się jako jedna z najgorszych w historii kina. Przez ostatnie pięć lat Box Office nie był w stanie się zbliżyć do fenomenalnych wyników, które osiągał przed wybuchem pandemii. Owszem, co jakiś czas zdarzały się wielkie hity, ale ogólnie sytuacja wyglądała bardzo nieciakawie. Jednak całkiem możliwe, że bieżący rok przyniesie oczekiwane przez całą branżę ożywienie, co zresztą widać już po dotychczasowych wynikach. Pierwsze trzy miesiące (1.77 miliarda dolarów) to najlepszy kwartalny wynik od 2018 roku. Sezon letni (liczony od początku maja do końca sierpnia) także zaczął optymistycznie - ostatni weekend był pierwszym od 2018 roku, w którego czasie trzy filmy (Micheal, Mortal Kombat 2, Diabeł ubiera się u Prady 2) zarobiły w kinach więcej niż 35 milionów dolarów.

Prognozy na kolejne kilka miesięcy są jeszcze lepsze. Prognostycy przewidują, że dzięki obecności w kinach takich pewniaków jak Toy Story 5, Odyseja, Spider-Man: Brand New Day czy Minionki i straszydła przychody z biletów mogą przekroczyć nawet 4 miliardy dolarów. Choć ich koniec jest wieszczony od kilku lat, to całkiem możliwe, że kina nadal nie powiedziały ostatniego słowa.

W Gdyni może stanąć pomnik Blofelda

Jest szansa na to, aby w przy Bulwarze Nadmorskim w Gdyni stanął pomnik Blofelda, czyli najbardziej znanego przeciwnika Bonda. Czemu właśnie tam? Według książek Flemminga, to właśnie tam, 28 maja 1908 roku, arcywróg agenta 077 przyszedł na świat.

To inicjatywa oddolna, a pieniądze na powstanie rzeźby autorstwa Wojciecha Sęczawy zbierane są za sprawą zbiórki na Patronite. Na razie powstał gipsowy prototyp, który w dniach 30.05 - 13.06 będzie można oglądać w Hotelu Nadmorskim w Gdyni.

Odnośnik do zbiórki znajdziecie o tu:

Przypał z plakatem Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie

Kilka dni temu organizatorzy Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie pochwalili się plakatem tegorocznej edycji imprezy. Spotkało się to z szybkim i intensywnym oburzeniem wyrażanym w komentarzach. Powód jest prosty - grafika jest ewidentnie wygenerowana za pomocą AI, co wydaje się szczególnie groteskowe gdy weźmie się pod uwagę widniejące na nim hasło “Uwaga: drugi człowiek”. Negatywne komentarze przyniosły skutek, bo już ogłoszono konkurs na nową wersję plakatu.

Amazon ogłosił start castingu na nowego Bonda

Choć co chwilę pojawiają się nowe plotki na temat nowego aktora wcielającego się w Jamesa Bonda, to tak naprawdę do jego wyboru jest jeszcze daleko. Potwierdzać to może oficjalne ogłoszenie Amazona, według którego poszukiwania trwają dopiero od kilku tygodni, a odpowiada za nie doświadczona szefowa castingu Nina Gold. Także spokojnie, na film w reżyserii Denisa Villeneuve’a przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać.

Było oglądane

Mortal Kombat 2

Mimo całej mojej miłości do marki MK, nie jestem w stanie uznać tego filmu za udany. Mógłbym wypisać całą liste jego wad, ale zwrócę uwage na jedną z tych mniej oczywistych - temu całemu turniejowi zupełnie brakuje rozmachu.

Gdzie podziały się wielkie, wypełnione tłumami widzów areny, godne growej części drugiej? Finałowa walka w tej odsłonie jest obserwowana przez jakieś 50 osób, które wyglądają, jakby znalazły się tam przypadkiem. Może turniej jest już traktowany jak dwudziesta odsłona Big Brothera? Panie, przez parę tysięcy lat to było nawet ciekawe, bo człowiek nie widział wcześniej czegoś takiego i wszyscy znajomi śledzili, ale teraz komu chce się to oglądać?

Zresztą, ten brak skali jest odczuwalny w całym filmie. Jakby Shao Kahn nie był imperatorem najeżdżającym całe wymiary, a hersztem osiedlowej bandy sebiksów, która chce przejąć sąsiedni kwadrat. Może dlatego Shang Tsung i Quan Chi bardziej przypominają osiedlowych żulików niż potężnych czarodziejów. W sumie to chyba chciałbym zobaczyć taką przeróbkę, z oczywistą podianką "Test Your Might" na pier**lnięcie w boksera.

Oni żyją

Prawie na pewno kojarzycie ten film ze śmigających po sieci fragmentów, w których bohater zakłada specjalne okulary i w ten sposób jest w stanie zobaczyć prawdę kryjącą się za wszelkimi billboardami reklamowymi. Lub tych z podszywającymi się pod ludzi, przypominających żywe trupy obcych. Są to obrazy bardzo sugestywne i zachęcające do obejrzenia całego filmu. Niestety muszę ostrzeć, że seans Oni żyją okazuje się rozczarowującym przeżyciem. Według mnie to jeden z gorszych obrazów w dorobku Johna Carpentera, który tym razem przegrał z własnym zamiłowaniem do campu. Sam wyjściowy koncept i skrajnie antykapitalistyczny przekaz (choć ten jest już obecnie skażony działalnością foliarzy i specjalistów od “włączania myślenia”) wciąż mają spory urok, ale ewidentnie czuć tu brak pomysłu, jak przerobić ten pomysł na dorownującą mu fabułę pełnego metrażu. Zamiast tego, jest on rozmieniany na drobne, bo dla głównego bohatera, typowego osiłka ze spluwą, jedynym rozwiązaniem jest przemoc i strzelanie do potwornych uzurpatorów ludzkości. Przez to film szybko zmienia się w charakterystyczny dla ejtisów akcyjniak, i to taki średnio zrealizowany. Brakuje tu carpenterowskiego polotu z chociażby Ucieczki z Nowego Jorku czy Wielkiej draki w chińskiej dzielnicy. Na pewno nie pomaga też koszmarne aktorstwo, co zresztą nie powinno dziwić, bo odgrywający główną rolę Rody Piper nie był zawodowym aktorem, tylko wrestlerem. Są tu elementy, które nadal się bronią, jak rzeczywiście świetnie wyglądające i sugestywne fragmenty ukazujące działanie magicznych okularów czy chwytliwa muzyka, ale reszta zestarzała się bardzo źle.

Obecnie do wypożyczenia na Prime Video.

“The Boys” sezon piąty: narzekanie przed finałem

Ostatni odcinek The Boys powinien trwać chyba z pięć godzin, aby nabudować atmosferę WIELKIEGO FINAŁU, bo wbrew zapowiedziom to na razie jej w ogóle nie czuć. Ten sezon wlecze się tak, jakby serial się nigdzie nie wybierał. Zaczęło się klasycznie od powrotu do statusu quo, ale nie spodziewałem się, że znowu dostaniemy ten sam schemat, w którym ekipa Butchera biega za jakimś sidequestem i przeżywa głównie za sprawą plot armor.

Akcja kręci się w kółko, ale chyba najgorsze jest to, że twórcy niezbyt wiedzą co zrobić ze swoimi postaciami, przez to te starą się nudne albo zmieniają się w swoją własną parodię. Aktorzy chyba też to czują - nie jestem w stanie już oglądać kolejnych złowieszczych uśmiechów Karla Urbana, ale to i tak lepsze niż mimozy w postaci Hugh i Starlight, które wlatują do mojej topki najbardziej pozbawionych wzajemnej chemii ekranowych par. Wychodzi na to, że największy rozwój zaliczyła Kimiko, bo teraz może mówić, przez co zresztą jej relacja z Franchiem traci dawny urok. W ekipie Homelandera jest równie nudno i chyba jedyny w miarę satysfakcjonujący wątek zaliczyła Fireckracker.

Scenariusz tego serialu zawsze miał sporo dziur i wątków dziejących się "bo tak", ale teraz to już naprawdę ser szwajcarski. Twórcy starają się, aby każda postać miała swoje parę minut, ale potem często bezsensownie je porzucają. Czemu od momentu otrzymania wpierdolu od Homelandera nikt już nie wspomina o Ryanie? Tego jest pełno, podobnie jak zupełnie bzdurnych twistów, z miłosnym zrywem Soldier Boya na czele. Czy nagłe pojawienie się postaci z Generation V w najnowszym odcinku. Wiem kim one są tylko dlatego, że wcześniej o nich gdzieś przeczytałem.

To wszystko jest maskowane znanym już edgy szokowaniem, które robi się po prostu męczące. Kuźwa, w tym sezonie dwa razy widzimy supków, którzy do walki wykorzystują swoje przyrodzenia. A im bardziej pokazywana jest analogia Trump-Homelander, tym nudniejszy robi się ten drugi.

I tak wiem, że niektóre z powyższych bolączek są obecne w serialu gdzieś tak od sezonu trzeciego, ale teraz osiągają apogeum. Obecnie największym twistem jaki może się pojawić jest satysfakcjonujące zakończenie.

Było czytane

11%

Przyznam się, że trochę się zdziwiłem, kiedy wyciągnąłem tę książkę z paczkomatu (dostałem ją do recenzji od wydawcy, czyli Art Rage), bo z jakiegoś powodu byłem pewien, że 11% Maren Uthaug stanowiło zamkniętą całością. A tu proszę, okazuje się, że trzymam w rękach drugą część trylogii! Pozwolę sobie przypomnieć, z czym mamy tu do czynienia: w swoich książkach autorka przedstawia wizję przyszłości, w której kobiety doprowadziły do rewolucji, przejęły władzę i sprowadziły mężczyzn do roli ogierów rozpłodowych. Tytułowe 11% odnosi się do teorii głoszącej, że tyle właśnie wynosi odsetek ludzkich samców potrzebny do utrzymania ciągłości gatunku bez obawy o genetyczne wypaczenia wywołane kazirodztwem. Pierwsza książka przedstawiała losy kilku kobiet, których perspektywy pozwalały poznać różne oblicza świata przedstawionego. Uthaug sprawnie utrzymywała ciekawość czytelnika, pokazując tylko skrawki swojej wizji. W drugiej części dodaje kolejne elementy tej układanki, ale mam wrażenie, że tym razem bardziej skupia się na przedstawieniu ciągłej fabuły. Dodaje też jeszcze wyraźniejsze elementy fantastyczne, w postaci niejakiej Ingi - legendarnej kobiety, która doskonale pamięta wszystkie swoje poprzednie wcielenia. 88% czytało mi się łatwiej niż część pierwszą, bo już wiedziałem co mnie czeka, co nie zmienia faktu, że bezpardonowość Uthaug dalej potrafi zszokować. Nie sądzę, aby panowie oburzeni pierwszą częścią sięgnęli także po ten tom, więc ten tekst kieruje do tych, którym się ona spodobała oraz tych jeszcze niezaznajomych. Jestem bardzo ciekaw, co czeka nas w zakończeniu trylogii.

Komisarz Toumi

Przeglądając ten album i czytając przypadkowe dialogi można odnieść wrażenie, że Komisarz Toumi to rzecz bzdurna i przypominająca rysunki zaczynającej przygodę z komiksem dziesięciolatki. I wiecie co, po lekturze całości dalej pozostaje przy tej opinii. Przygody tytułowego psiego komisarza i jego głupkowatego pomocnika są w dużej mierze idiotyczne i pełne niewyszukanego humoru. Jednak tym razem nie jest to wada, bo Anour Ricard (w zeszłym roku nagrodzona Grand Prix na festiwalu w Angoueme) stosuje tutaj bardzo świadomą strategię twórczą. Prowadzi swoje absurdalne historie z taką swobodą i bezprtensjonalnością, że podczas lektury co chwilę na twarzy pojawiał mi się szeroki uśmiech. To samo zresztą mogę powiedzieć o jej rysunkach - ta pozornie prymitywna kreska skrywa w sobie świetne zrozumienie komiksowej narracji i potrafi niejednokrotnie zaskoczyć. Jeśli cenicie sobie urok eksperymentów z pogranicza sztuki naiwnej, to Komisarz Toumi może skraść Wasze serca, choć sami będziecie się temu dziwili.

Postaw kawkę i wesprzyj powstawanie tego newslettera


Jeśli podoba Wam się moja twórczość (np. ten newsletter) i chcielibyście wspomóc jej powstawanie, to możecie zrobić to np. przez postawienie mi symbolicznej kawki (8zł) na portalu buycoffee.to Każda wpłata dużo dla mnie znaczy i pomaga mi w dostarczaniu Wam kolejnych tekstów. Z góry dzięki za kawusię.

1