- Kajetan's Newsletter
- Posts
- Kusi na Newsletter #49
Kusi na Newsletter #49
Filmowe rodziny i zagubieni chłopcy
Mam taką małą obsesję — przy różnych popkulturowych rocznicach lubię sobie porównywać, jak dany okres ma się do lat przed premierą jubileuszowego tytułu. Przykład - jeśli Shrek kończy w tym roku 25 lat, to sprawdzam, jak pełnometrażowe animacje wyglądały w roku 1976 i jak się zmieniły przez ten czas. Nie wiem w sumie czemu tak mnie to jara, ale potrafię się w ten temat mocno wkręcić.

W tym tygodniu ten stan wywołała wieść o tym, że Master of Puppets stuknęło 40 lat. Od jakiegoś czasu robię sobie przebieżkę po historii metalu i jestem pod nieustannym wrażeniem, jak intensywne były początki tego gatunku. Jeśli za jej symboliczny początek przyjmiemy Black Sabbath z 1970 roku, to głowa trochę wybucha. Sześnaście lat i cały ogrom zespołów i płyt, które co chwile przynosiły rewolucje. Nie mówiąc już o rozwoju samej muzyki popularnej przez cztery dekady wstecz, bo w takim 1946 jednym z największych hitów w USA było The Gypsy Ink Spots. Pomyśleć, że w tym 1986 od założenia Beatlesów minęło trochę ponad 25 lat, a trzydzieści lat wcześniej za muzykę demoralizujące narzędzie diabła uznawano piosenki Elvisa.
I tak wiem, że przez te czterdzieści lat od premiery Masters of Puppets w muzyce pojawiła się cała masa nowych zjawisk, ale te zmiany wydają mi się aż tak porażające jak to, co działo się przez dekady wcześniej. Kurde, nawet nie wiem, czy te moje rozkminy wywołają u kogoś podobne dreszcze ekscytacji, ale musiałem się tym podzielić.
A teraz zapraszam do standardowej części newslettera.
Przy okazji - jeśli trafiliście tu nie ze swojej skrzynki mailowej i chcielibyście dostawać ten newsletter bezpośrednio, to wystarczy się zapisać na niego o tu:
Trailery
Scary Movie
Przy okazji premiery nowej Nagiej broni wspominałem o tym, że cieszę się z powrotu zjawiska parodii filmowych. Zapomniałem jednak, że może to mieć także swoją mroczną stronę, czego dowodem jest powrót marki Scary Movie. Twórcy zapowiadają, że rzucą rękawice cancel culture i poprawności politycznej. Pewnie dlatego w pierwszej scenie pojawia się żart z osób używającyh zaimków they/them. Zapowiada się ciężko.
Lanterns
Nie spodziewałem się, że serial o Zielonych Latarniach pójdzie w stronę gritty kryminału w stylu Detektywa opartego o relację zgorzkniały nauczyciel - pełen nadziei uczeń. Nie wiem jak to się połączy z byciem częśćią uniwersum DC (poza oczywistymi elementami), ale kurde, jestem naprawdę zainteresowany.
THe Boys Final Seaseon
Kolejny zwiastun do finałowego sezonu The Boys razi mnie tym samym, co wcześniejszy. Znowu okazuje się, że dramatyczne zakończenie poprzedniego sezonu było tylko takim bajerem, bo wszystko wraca do punktu wyjścia - ekipa Butchera znowu jest razem i znowu chce w końcu dojechać Homelandera. Pewnie będę to oglądał z przyjemnością, ale jednak ten zabieg jest już naprawdę męczący.
Newsy
Teoria spiskowa wokół przemiany Jima Carreya

Człowiek siedzi w tym całym Internecie od dawna i myśli, że widział już wsyzstko, ale rzeczywistość ciągle zaskakuje. Jak chociażby w przypadku szybko rozrastającej się teoriii spiskowej na temat Jima Carreya i jego potencjalnego sobowtóra lub nawet klona.
W ubiegły czwartek aktor odebrał w Paryżu honorowego Cezara za całokształt swojej twórczości. Zaimponował publice przemową wygłoszoną w całości po francusku, ale uwagę internetowych detektywów przykuło co innego. Chodzi o twarz Carreya, która wygląda jakoś inaczej. Na logikę nie powinno to dziwić — facet ma 64 lata, ostatnio dość rzadko pojawiał się publicznie i pewnie zdecydował się na operacje plastyczne itp. Jednak ta wersja byłaby za nudna, więc na wierzch wyszły dość grube teorie. W tym sugerująca, że Carrey został sklonowany, o czym sam od lat próbował poinformować swoich fanów. Pojawiły się nawet wyniki analizy, do których użyto AI, niby potwierdzających, że doszło do podmianki.
Jeszcze ciekawiej zrobiło się w niedzielę, kiedy Alexis Stone - artysta “zmieniający się” w znane osobistości za pomocą makijażu wrzucił na swojego Instagrama post sugerujący, że to on pojawił się w Paryżu zamiast Carreya. Czuć w tym ewidentny pomysł na podbicie swojej popularności za sprawą kontrowersyjnego tematu, ale udało mu się w ten sposób jeszcze zwiększyć informacyjny chaos
Do sprawy odnieśli się już organizatorzy ceremonii, potwierdzając, że na gali pojawił się prawdziwy Carrey.
“He worked on his speech in French for months, asking me about the exact pronunciation of certain words. He came with his partner, his daughter, his grandson and 12 close friends and family members. His longtime publicist accompanied him. His old friend Michel Gondry, who has made a film and two series with him, was there, and they were delighted to see each other again.”
Teoria o podmiance wydaje się absurdalna, ale trzeba przyznać, że trafiła na podatny grunt. Jim Carrey od zawsze był osobą, która bawiła się swoim publicznym wizerunkiem każąc się zastanawiać, gdzie kończy się granica pomiędzy prawdziwą osobą, a kreowaną przez niego postacią. To wszystko pogłębiło się jeszcze po premierze dokumentu Jim i Andy, w którym aktor opowiadał jak przygotowania do roli Andy’ego Kaufmana w Człowieku z Księżyca pozwoliły mu zupełnie zagłębić się w postaci kontrowersyjnego komika, co pozwoliło mu uciec od problemów psychicznych. A biorąc pod uwagę, że sam Kaufmann był mistrzem w autokreacji i szokowaniu publiki fałszywymi informacjami na swój temat, to nic dziwnego, że sprawa nabiera kolejnych warstw gęstości.
Ploteczki o Zendayi i Tomie Hollandzie

Czytając fantazję na temat Jima Carreya człowiek z chęcią wita niewinne ploteczki w starym stylu. Na przykład tę o związku Toma Hollanda i Zendayi. Według zapewnień wieloletniego stylisty aktorki, para już jakiś czas temu wzięła potajemnie ślub.
Pierwsza fotka z serialowej adaptacji God of War

Amazon pochwalił się pierwszym fotosem z nadchodzącej adaptacji God of War i wygląda to ... dziwnie. Jakby ojciec z synem poszli do jakiegoś miejsca, które daje klientom rekwizyty, robi fotę, a potem modyfikuje za pomocą AI. Coś w stylu "w pięć minut zmienimy Cię w postać z Twojej ulubionej gry". Internet zareagował podobnie, więc przynajmiej mamy wysyp całkiem udanych heheszków, jak na przykład ten:

Odnaleziono zagubiony film George’a Mélièsa

W świecie badaczy początków kina wydarzyła się mała sensacja, bo odnaleziono jeden z pierwszych filmów Georgesa Mélièsa, który dotąd był uzanawany za na zawsze stracony. Chodzi o pochodzący z 1897 roku, trwający niespełna minutę Gugusse et l'Automate. Ta miniaturka przedstawia mężczyżnę, który za sprawą korbki uruchamia tytułowy automat, a potem przerażony niszczy go za pomocą wielkiego młota. To najprawdopodobniej pierwsze użycie motywu mechanicznego człowieka w historii kinematografii. Wychodzi na to, że Mélièsa był jeszcze większym pionierem kinowej fantastyki niż wszyscy myśleliśmy. Obejrzeć można o tu:
Obraz Frank Frazzeta sprzedany za miliony

Niewyobrażalne ceny obrazów największych artystów to coś, do czego zdążyliśmy chyba wszyscy przywyknąć, ale przy twórcach komiksowych lub związanych z fantastyką nadal potrafią zdziwić. Jak w przypadku pracy Franka Frazzety z 1969 roku, która posłużyła jako okładka pierwszego numeru Vampirelli. Na ostatniej edycji Heritage Auctions obraz został kupiiony za 3,125,00 dolarów. Jako ciekawostkę warto dodać, że różni się od tego z okładki komiksu, bo w 1991 roku, podczas sprzedaży prywatnemu kolekcjonerowi, sam Frazetta pozbawił bohaterkę charakterystycznego czerwonego stroju i zostawił ją nagą. Poniżej komiksowy oryginał:

Andrzej Chyra zagra Jana Pawła II

Andrzej Chyra dołącza do zaszczytnego grona aktorów, którzy wcielili się w Jana Pawła II (Oprócz Piotra Adamczyka należy do niego też Jon Voight). Chodzi o nadchodzi thriller Santo Subito, w którym Mark Ruffalo zagra ojca Josepha Marulo - wyznaczonego przez Watykan “adwokata diabła”, którego zadaniem jest sprawdzenie, czy nie ma żadnych przeciwskazań, aby uczynić PAPIEŻA POLAKA świętym. Jako Stanisław Dziwisz pojawi się Cezary Żak.
Oszałamiająca sprzedaż nowego “Resident Evil”

Resident Evil: Requiem w niecały tydzień rozeszło się w pięciu milionach egzemplarzy, co daje jej tytuł najszybciej sprzedającej się części w historii serii. Ciekawe czy dobije do pierwszego miejsca, które obecnie zajmuje remake Resident Evil 2, który dobił do prawie siedemnastu milionów sprzedanych kopii.
Było oglądane
Wartość sentymentalna

To film z rodzaju tych, do których podchodzę trochę bardziej krytyczne niż zazwyczaj. I nawet nie chodzi o windujące oczekiwania zachwyty krytyków, ale fakt, że Joachim Trier ewidentnie kręcił swój najnowszy obraz z zamiarem stworzenia wielkiego dzieła. I w dużym stopniu mu się to udało, bo pod wieloma względami to film zachwycający, ale jednocześnie trochę zbyt zachowawczy, abym mógł uznać go za wybitny.
W Wartości sentymentalnej łatwo się rozsmakować. Powolna narracja, rozbudowane psychologicznie postaci i bezbłędne aktorstwo (Skarsgårda jest wielki, ale nawet on musi ustąpić miejsca Renate Reinsce) zapewniają kinofilską rozkosz w starym stylu. Opowieść o wyrodnym ojcu-reżyserze, który próbuje namówić córkę do wystąpienia w jego ostatnim filmie, łatwo mogłaby zmienić się w łzawą historyjkę o rodzinnym pojednaniu, ale Trier jest zbyt przewrotnym twórcą na tak oczywiste rozwiązania. Zamiast tego oferuje skomplikowany obraz trudnych rodzinnych relacji, w których rzeczywistość musi się mierzyć z marzeniem o nigdy niezrealizowanej bliskości z rodzicem.
Filmy o kręceniu filmów to zawsze grząski temat. Zwłaszcza biorąc uwagę, że spora część współczesnych reżyserów przyjęło sobie za punkt honoru, aby takowy nakręcić. Łatwo przy tym popaść w autotematyzm dla samego autotematyzmu, ale Trier unika także tej pułapki. Kluczem wydaje się pierwsza narracja, z którą się zderzamy — historię stojącego w centrum wydarzeń domu poznajemy z perspektywy szkolnego wypracowania głównej bohaterki. Potem dochodzą jeszcze film, teatr czy same, nie zawsze prawdziwe wspomnienia. W ten sposób Wartość sentymentalna zmienia się w film o tym, że sztuka jest nie tyle sposobem na ucieczkę od życia, a jego lepszą wersją. Grany przez Skarsgårda Gustav potrafi kontrolować swoje życie jedynie jako reżyser, w innych sferach jest bardzo nieporadny. Jego córki nie mogą liczyć na prawdziwą bliskość, chyba że zgodzą się zagrać z nim w jego skomplikowanej zabawie w dom. Jednak autotematyzm ma tu różne oblicza. Jednym z bardziej frapujących zabiegów jest rola Elle Fanning wcielającej się w młodą gwiazdę, która dzięki współpracy z wielkim reżyserem ma szansę pokazać światu, że jej możliwości kończą się tylko na komediach i blockbusterów. Biorąc pod uwagę fakt, że właśnie dzięki występowi u Triera zdobyła swoją pierwszą oscarową nominację, trudno nie widzieć tu kolejnej warstwy znaczeniowej.
No dobra, więc w czym widzę wspomniane na wstępie problemy? Chyba chciałbym, aby Trier był jednak dla widza trochę ostrzejszy, bo w końcu niejednokrotnie udowodnił, że potrafi to zrobić. Wartość sentymentalna pozostaje filmem zbyt gładkim, skonstruowanym tak, aby udawać, że wodzi na manowce, ale jednocześnie upewniał się, że nikt w nim się rzeczywiście nie pogubi. Brakuje mi tutaj większej wiary w inteligencję widzów. Kwintesencją jest dla mnie scena, w której obserwujemy parokrotnie morfujące się z jednej w drugą twarze Stellan Skarsgårda i Renate Reinsve. Nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że reżyser wręcz krzyczy mi w twarz o tym, co przecież wynika bezpośrednio ze snutej przez niego opowieści.
Wartość sentymentalna to piękny, kipiący od trudnych emocji film. Miłośnicy dramatów z prawdziwego zdarzenia na pewno będą zadowoleni z seansu. Dla mnie jednak pozostaje zbyt wyszlifowany, przydałoby się tu trochę więcej ostrych krawędzi, o które można by się mocniej poharatać.
Władca much

Na HBO Max można już obejrzeć dwa z czterech odcinków nowej adaptacji Władcy much Williama Goldinga. Odpowiada za nią Jack Thorne, który w zeszłym roku dostarczył netfliksowe Dojrzewanie i Toksyczne miasto. I trzeba skubanemu przyznać, że znowu udało mu się stworzyć coś nietuzinkowego.
(post na podstawie dwóch odcinków)
Ta opowieść jest już tak wpisana w zachodnie dziedzictwo kulturowe, że fabuła raczej nikogo nie zaskoczy (choć dale mrozi krew w żyłach), ale nowa warstwa audio-wizualna nadaje jej świeżości. Niesamowite wrażenie robi sam sposób, w jaki została ukazana tu przyroda — niezwykle żywe kolory sprawiają, że wyspa, na której rozgrywa się akcja, czasami naprawdę przypomina rajski ogród, w którym nie może wydarzyć się nic złego. Dzika przyroda jest tu zarazem piękna, jak i przerażająca, co widać szczególnie na długich zbliżeniach na wszelkiego rodzaju robactwo i owady. Twórcy dobrze wykorzystują tkwiące w nas wszystkich połączenie fascynacji i odrazy, jakie budzą takie widoki.
Sami chłopcy też często są kręceni tak, że można odnieść wrażenie, że są obserwowani przez coś bardzo pierwotnego i niebezpiecznego. Od samego początku czuć zbliżającą się katastrofę. Nawet jeśli wie się, że prawdziwym zagrożeniem nie jest czyhająca się w dżungli bestia, tylko wychodzące na wierzch zło skryte w niewinnie wyglądających dzieciakach.
Thorne'owi znowu udało się znaleźć (tak jak w Dojrzewaniu) niesamowitych dziecięcych aktorów. Grający Prosiaczka (zupełny debiutant) David Mckenna jest idealnym castingiem, a obdarzony anielską urodą Lox Pratt sprawia, że jego Jack wzbudza wściekłość za każdym razem, jak pojawia się na ekranie. Ten drugi będzie zresztą wcieli się w Draco Malfoya w nadchodzącej serialowej adaptacji Harry'ego Pottera i już teraz można stwierdzić, że nada się doskonale.
Siłą rzeczy Władca much nie odkrywa niczego na nowo, ale w świetnym stylu przypomina, że stworzona przez Goldinga historia jest uniwersalna i za każdym razem przeraża tak samo.
Było czytane
Projekt Hail Mary

Ostatnio wspominałem tutaj, że jestem trochę zmęczony cynizmem (w kontekście animacji dla dorosłych, ale przekłada się to na inne rejony) i chętnie sięgam po tytuły, które dla odmiany opierają się na wierze w możliwość porozumienia się poza podziałami. A dawno nic nie zaraziło mnie tego typu optymizmem tak, jak przesłuchanie audiobooka Projektu Hail Mary Andy’ego Weira.
Jednakowoż książka autora Marsjanina rozpoczyna się mało optymistycznie. Główny bohater budzi się na statku kosmicznym, nie pamiętając, dlaczego się na nim znalazł (tak wiem, amnezja to tani zabieg narracyjny, ale tutaj jest całkiem sensownie wytłumaczona), do tego odkrywa, że reszta załogi nie żyje . Fabuła rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych — obserwujemy teraźniejszość bohatera oraz wraz z nim powoli odkrywamy wydarzenia, które doprowadziły go do tego miejsca. Szybko dowiadujemy się, że stawką jego misji jest przetrwanie ludzkości. Wszystko to z powodu tajemniczych organizmów żywiących się energią Słońca.
Bohater jest naukowcem, więc do każdego problemu, jaki spotyka go w jego nietypowej sytuacji, podchodzi z użyciem swojej wiedzy z zakresu chemii i fizyki. Na zimno może to brzmieć nudno, ale zapewniam Was, że tak nie jest. Projektu Hail Mary słucha się jak lekcji tego najfajniejszego nauczyciela w liceum, który potrafi zarazić pasją do nauki nawet tych najbardziej opornych uczniów (szkoda, że sam takiego nie spotkałem). Weir wrzuca swojego protagonistę w coraz większe tarapaty i każe mu znajdować naprawdę pomysłowe rozwiązania. I można się zżymać, że facet ma trochę za duży zapas szczęścia, ale z drugiej strony trudno nie czuć podziwu dla poziomu jego rozkminy.
Inżyniersko-mcgyverowe akcje stanowią dużą siłę tej książki, ale jednak jej największa wartość tkwi gdzie indziej. Mam nadzieję, że to nie za duży spoiler (łatwo się domyślić po opisie z tyłu okładki), ale najważniejszym wątkiem jest tu kontakt z przedstawicielem obcej cywilizacji. Bohater trafia na statek wysłany z taką samą misją z innej planety. Nawiązanie porozumienia nie jest łatwe, bo kosmita (przypominający kamiennego pająka) obdarzony jest na tyle odmienną fizjologią, że normalna rozmowa nie wchodzi w grę. I właśnie próby wzajemnego porozumienia się i poznania swoich organizmów przez dwóch naukowców pochodzących z innych cywilizacji najbardziej napawa optymizmem. Weir jest naprawdę pomysłowy w opisywaniu tego wątku, tworząc w ten sposób historię o jednej z najbardziej nietypowych przyjaźni w dziejach.
Słuchałem Projektu Hail Mary z perspektywy fizycznego trepa, który docenia, jak ktoś mądrzejszy tłumaczy mu wszystko spokojnie, jak krowie na rowie. Te powtórki z naukowych podstaw okazały się dla mnie na tyle fascynujące, że aż zapragnąłem nadrobić trochę braków już poza samą książką. Rozumiem, że dla siedzących w dziedzinie te fabularyzowane miniwykłady mogą być zbyt łopatologiczne, ale dla nieobytego w nim czytelnika stanowią wartość samą w sobie. Forma audiobooka dobrze zgrywa się z pierwszoosobową narracją i dydaktycznym charakterem bohatera, który odpowiednio podbija głęboki głos Jakuba Kamieńskiego. Jeśli jedną z misji literatury science-fiction ma być zainteresowanie czytelników nauką, to Andy Weir wypełnia ją w sposób wzorcowy.
Projekt Hail Mary można przesłuchać w aplikacji Storytel, do której możecie uzyskać 50 dni zupełnie darmowego dostępu klikając w link poniżej:
Post powstał w ramach współpracy reklamowej z Storytel.
Siostry Seasons

Rick Remender to scenarzysta, do którego twórczości mam ambiwalente odczucia. Bardzo lubię zaczynać jego serie (Deadly Class, Blach Science, Fear Agent), ale żadnej jeszcze nie dokończyłem, bo dość szybko mi się przejadają. Facet ma rewelacyjne pomysły wyjściowe, potrafi tworzyć charyzmatycznych bohaterów, a jego narracja pędzi na złamanie karku. Jest to ujmujące, ale po jakimś czasie męczące. Dlatego do pierwszego tomu Sióstr Seasons podchodzę z pewną rezerwą. Jak to u Remendera bywa, od razu zostajemy wrzuceni w wir wydarzeń - tytułowe siostry są córkami, nieżyjącej już, pary największych detektywów na świecie. Autumn to słynna podróżniczka, Summer jest światowej sławy modelką, Winter zajmuje się malarką, a najmłodsza, chaotyczna Spring nie para się jeszcze niczym nadzwyczajnym. W ich (lekko retrofuturystcznym mieście) zaczynają się dziać dziwne rzeczy związane z przybyciem wielkiego cyrku, którego członkowie są wyznawcami mrocznych sił i mają niecne zamiary wobec sióstr. Akcja zapitala tak, że nie sposób się oderwać, ale jednocześnie po zakończeniu pierwszego trudno się właściwie zorientować, dokąd zmierza ta historia. Jest to też rzecz pięknie narysowana i pokolorowana oraz urozmaicona charakterystycznymi dla komiksów Remindera świetnymi pomysłami na kadrowanie (jak na przykładowej stronie poniżej). Chętnie sięgnę jeszcze po następny tom, bo zapowiada się spoko przygoda, ale jak już wspomniałem - nie jestem pewien, czy przeżyję ją do samego jej końca.

Rocznica tygodnia
Dragon Ball - 40 lat

26 lutego 1986 roku w japońskiej telewizji wyemitowano pierwszy odcinek Dragon Balla (w nieceałe półtora roku od startu mangi!), czyli jednego z najpopularniejszych anime w historii. Nie przesadzę chyba, że dla pokolenia urodzonego w okolicach 1990 roku jest to jedna z najważniejszych kreskówek w historii. Trudno opisać szał, jaki zapanował, kiedy RTL 7 zaczęło emitować przygody Goku i spółki. W mojej podstawówce odkrycie tego cudu trochę zajęło, bo masowe oglądanie rozpoczeliśmy gdzieś na początku Cell Saga - pamiętam, że początkowe miałem pewne opory, ale te szybko zniknęły. Fajnie jest móc wspominać o tym, że brało się udział w prawdziwym fenomenie, bo w tym czasie podwórka naprawdę pustoszały, kiedy w telewizji leciały kolejne odcinki Dragon Balla. Nigdy wcześniej ani później nic takiego mnie nie spotkało. A tego polskiego lektora nałożonego na francuski dubbing po prostu nie da się zapomnieć.
Do obczajenia u innych
Circus - Rafa Janko

Trzaskam ten newsletter od roku, a zorientowałem się, że do tej pory nie poleciłem tu chyba żadnego komiksu interntowego. Warto to nadrobić zaczynając od grubej rury, czyli Circus Rafy Janko. To jeden z najbardziej charakterystycznych polskich komiksiarzy przed trzydziestką, który w swoich dziełach łączy poetycą formę z bezpośrednością ulicznej gadki. Komiks opowiada o grupie cyrkowców żyjącej u końca czasów na postapokaliptycznym pustkowiu. Choć nie ma żadnej nadziei na przyszłość, to członkowie trupy dalej robią swoje, a jej dyrektor musi się użerać z takimi problemami, jak związkowy bunt składających się tylko z głów i stóp diablików. Rzecz dopiero się rozkręca, ale już teraz zapowiada się na jedną z najlepszych rzeczy, które ostatnimi czasy spotkały polski komiks. Wszystkie dotychczasowe odcinki można przeczytać o tu:

