Kusi na Newsletter #46

Nieśmiertelne kukiełki i zakochane nerdy.

Nigdy nie lekceważcie zapału strażników własnej nostalgii. Przekonałem się o tym w zeszłym tygodniu, kiedy wrzuciłem post, w którym pozwoliłem sobie na lekkie skrytykowanie  świętości, jaką dla wielu wciąż jest Nieśmiertelny. I wśród typowych komentarzy w myśl zasady “Tobie kury szczać prowadzić, a nie publicystykę internetową robić” pojawiło się kilka krytykujących czepianie się tak starego obrazu, co zostało porównane do krytykowania filmów niemych.

Skłoniło mnie to do paru refleksji. Jedną z nich dotyczy niezrozumienia w kwestii tego, że argument “to było dawno” może usprawiedliwiać rozwiązania techniczne, sposób prowadzenia dialogów czy inną wrażliwość w kwestii poruszania kontrowersyjnych tematów. Jednak nie dotyczy się to przecież pewnych zasad narracyjnych, które obecnie są w kinie o wiele, wiele dłużej niż od czterdziestu lat. To jest oczywistość, ale dalej istnieją filmy z lat 20 (choćby komedię Chaplina), które nadal potrafią zachwycić swoją świeżością. Chyba za często mylimy zbiór charakterystycznych cech danego okresu w popkulturze z ogólnymi prawami dobrze zrealizowanego rzemiosła (a w niektórych wypadkach nawet sztuki).

Drugim wątkiem jest kwestia tego, że mamy tendencję do upupiania przeszłości, i głaskania jej wytworów po główce. Jestem do tego niby przyzwyczajony, ale w kontekście lat osiemdziesiątych i dojrzałego medium, jakim od lat było już wtedy kino, trochę mnie zaskakuje. Takie spojrzenie na sprawę brzmi, jakby te czterdzieści lat temu ludzie zajmujący się filmami dopiero wyszli z jaskiń, pierwszy raz stuknęli kością w skałę i podjarali się dźwiękiem (tak w temacie — Nieśmieretlny miał premierę 18 lat po premierze 2001: Odyseji kosmicznej). Trochę przypomina mi to sytuację sprzed dwóch lat, kiedy Art Rage wydało u nas książkowy oryginał Planety małp. Według mnie powieści wstecznej i mocno już nieświeżej. Ze zdziwieniem patrzyłem wtedy na recenzje, których autorzy pisali, że jak na książkę sprzed sześćdziesięciu lat trzyma się całkiem dobrze. I znowu wyłania się obraz jakiejś sajfajowej prehistorii. A mowa o czasach, w których działali tacy tytani gatunku Stanisław Lem, Ursula Le Guin, Isaac Asimow, Arthur C. Clarke czy Philip K. Dick.

I tak sobie myślę, że wchodząc w narrację odbieramy starszym tytułom należne im miejsce. Z jednej strony stawiając na piedestale, wszystko, co kiedyś się mogło nam podobać, a wszelkie argumenty zbijając “bo to było dawno”. Z drugiej odbierając sobie szansę na poznawanie rzeczy starszych, ale wcześniej nieznanych, bo myśląc w ten sposób, do tej krainy da się zaglądać tylko z nostalgicznym wsparciem. Kulturową przeszłość ustawiamy w ten sposób jako zbiór ciekawostek, które ewentualnie możemy określić “jak na taki staroć, to nawet daje radę”. A to na pewno duża strata.

A teraz zapraszam Was do regulanej części newslettera.

Trailery

Playstation State of Play

Wczoraj był jeden z ważniejszych dni w roku dla posiadaczy konsol Sony, czyli Playstation State of Play, w czasie którego pokazano zapowiedzi najważniejszych gier zmierzających na pojawią się na Playstation 5. Powyżej macie skrót zbierający do kupy wszystkie pokazane tytuły. Warto poświęcić te 10 minut, bo tegoroczne zestawienie jest naprawdę solidne.

The Adventures of Cliff Booth

Spin-off Pewnego razu w Hollywood doczekał się w końcu pełnoprawnej zapowiedzi. Mamy tu do czynienia z mocarnym duetem w postaci scenariusza Tarantino i reżyserii Davida Finchera. Obawy może budzić fakt, że całość wygląda trochę zbyt luzacko jak na kino, z którym kojarzymy tego drugiego, ale może mistrz thrillerów zaskoczy nas komediowym pazurem.

Erupcja

Jestem Polakiem, więc nie mogę pominąć zapowiedzi filmu rozgrywającego się w Warszawie, w którym główną rolę gra zagraniczna gwiazda. Tym razem chodzi o Charli xcx wcielającą się w kobietę uwięzioną w Warszawie z powodu odwołanych lotów (wybuch Etny), co staje się dla niej symboliczną okazją do rozliczenia ze swoim dotychczasowym życiem. Dla wielu pewnie i tak najważniejsze okaże się to, że na początku tego trailera wypowiada kilka słów po polsku. Dobra, już nie będę.

Newsy

Paul Thomas Anderson zgarnia nagrodę Amerykańskiej Gildii Rezyserów

W sobotę odbyła się 78 ósma gala wręczenia nagród Amerykańskiej Gildii Reżyserów. Najważniejszą statuetkę tego wieczoru odebrał Thomas Paul Anderson za swoją Jedną bitwę po drugiej. To wydarzenie o tyle ważne, że ta wygrana prawie zawsze pokrywa się z otrzymaniem Oscara za najlepszą reżyserię. W historii obu nagród ta zasada nie sprawdziła się tylko osiem razy. Ostatni raz całkiem niedawno, bo w 2020 roku, kiedy nagrodę Gildii Reżyserów otrzymał Sam Mendes za 1917, a Oscara zgarnął Bong Joon-ho za Parasit

Pierwsze zdjęcia Sophie Turner w roli Lary Croft

Pojawiły się pierwsze fotki z planu amazonowego Tomb Raidera, na których możemy zobaczyć jak prezentuje się serialowa Lara Croft w w wykonaniu Sophie Turner. Dla mnie wygląda całkiem legitnie, jestem w stanie uwierzyć, że to jesst ubiór nadający się na tego typu wyprawę (co prawdobodobnie zupełnie nie jest prawdą). Jednak nie zgadniecie - gracze się zesrali i sekcje komentarzy pełne są opinii, że wygląda zbyt “męsko”. Ech, chyba szkoda nawet strzępić ryja.

“Baldur’s Gate III” doczeka się serialowej adaptacji

HBO ogłosiło, że przygotowuje serial będący kontynuacją wydarzeń z Baldur’s Gate III. Jestem fanem serii (druga część to jedna z moich ukochanych gier w historii), do tego za sterami ma stać Craig Mazin (Czernobyl i The Last of Us), który jest nerdem pierwszej wody, ale trochę trudno wykrzesać mi entuzjazm. Jest to związane właśnie z tym że serial ma pokazywać dalsze losy bohaterów gry, w której właściwie wszystkie wątki doczekały się świetnej kulminacji, pod względem fabularnym pełnej i skończonej. Już pomijając fakt, że w ten sposób twórcy będą musieli wybrać “właściwy” sposób zakończenia, co odbiera znaczenie jej otwartości. Poczekamy i zobaczymy, ale na razie brzmi to, jak skrobanie po dnie garnka.

Nowa gra Edmunda McMillena w końcu jest dostępna

W zeszły wtorek swoją premierę miało Mewgenics, czyli nowa gra (pierwszą od 12 lat) Edmunda McMillena. To taktyczny rougelite, w którym dowodzimy ekipą walecznych kotków.

Powiem Wam, że dawno nie obawiałem się sięgnąć po jakąś grę. I nie chodzi tu o kwestię potencjalnego rozczarowania, bo recenzje są na razie bardzo entuzjastyczne. Boję się, bo dobrze pamiętam, co zrobiła ze mną ostatnia gra Edmunda, czyli "The Binding of Isaac". Nie wiem, czy kiedykolwiek byłem bliższy uzależnienia od jakiegoś tytułu. Serio, zajmował mi tyle czasu, że zaczęło to być problemem. Doprowadziło to do tego, że w momencie przypływu silnej woli odinstalowałem grę i od razu usunąłem wszystkie sejwy, aby już nie było do czego wracać.

Teraz mam już o wiele lepiej wypracowane mechanizmy obronne przed takim kompulsywnym graniem, ale dawne demony mogą się jeszcze gdzieś czaić. A z drugiej strony taktyczne kotki, ach.

“Mumia” powróci ponownie w 2028 roku

Universal zapowiedziało, że kolejna część Mumii, w której ponownie zobaczymy razem Brendana Frasera i Rachel Weisz ma trafić do kin 19 maja 2028 roku. Z jednej strony fajnie, bo lubię tę serię i uważam, że reprezentuje ten rodzaj przygodowej rozgrywki, której w dzisiejszym kinie po prostu brakuje. Z drugiej jednak Brendan Fraser zmienił się fizycznie do tego stopnia, że naprawdę trudno mi sobie go obecnie wyobrazić jako rzutkiego Ricka O’Connella.

Discord wprowadzi kontrolę toższamości użytkowników

Discord, popularna wśród graczy platforma komunikacyjna, od marca ma zamiar wprowadzić kontrolę wieku swoich użytkowników. W skrócie sprowadza się do tego, że dostęp do treści ze wpisanym ograniczeniem dla dorosłych będą miały osób, których wiek zweryfikowano (granica to 16 lat). Będzie to można zrobić, przesyłając dokument toższamości albo nagrywając krótkie video. Można się śmiać z wizji dzieciaków próbujących podszywać się pod dorosłych, ale warto zwrócić uwagę na to, że możemy być świadkami sporej rewolucji w świecie mediów społecznościowych. W końcu w grudniu 2025 roku Australia wprowadziła ograniczenia wiekowe na TikToku, Instagramie czy Youtubie, a niedawno podobne plany ogłosiła Hiszpania. I raczej można się spodziewać, że to tylko początek tego typu inicjatyw.

Afera wokół “Lesbijskiej księżniczki z kosmosu”

Pewien mieszkający w Szczecinie członek Konfederacji ( bez powodzenia startował do Sejmiku Województwa Zachodniopomorskiego w 2024) zrobił firmie dystrybucyjnej Velvet Spoon piękny prezent w postaci świętego oburzenia związanego z premierą Lesbijskiej księżniczki z kosmosu, która wchodzi do kin w ten weekend. Na swoim facebookowym profilu próbował zrobić zamieszanie wokół faktu, że film będzie wyświetlan także w szczecińskim Kinie Pionier. Poniżej treść jego posta:

“KONIEC TRADYCJI, CZAS NA IDEOLOGICZNĄ DEMOLKĘ W PIONIERZE

​To, co dzieje się w Kinie Pionier pod zarządem miejskiej instytucji DK "Krzemień", to jawna kpina z mieszkańców Szczecina i historii tego miejsca. Zamiast ambitnego repertuaru godnego najstarszego kina, serwuje się nam – i to jako „propozycję walentynkową” dla młodzieży – produkcję pt. „Lesbijska księżniczka z kosmosu”. Kiedy urzędnicy biorą się za działalność komercyjną, zawsze kończy się to tak samo: nachalnym wciskaniem lewackiej zgnilizny intelektualnej, która nikomu nie jest potrzebna i na którą nikt zdroworozsądkowy nie wyda własnych pieniędzy. To czyste marnotrawstwo publicznych środków na promowanie ideologii, która na wolnym rynku nie miałaby szans na siebie zarobić. Wykorzystywanie Walentynek, by formatować światopogląd szczecińskich nastolatków za pomocą tak prymitywnych treści, pokazuje tylko, że dla obecnych zarządców kultura to jedynie parawan dla propagandy. Nie chcemy, aby z naszych podatków finansowano projekty, które zamiast budować poziom, jedynie niszczą tkankę społeczną i autorytet miejskich instytucji.”

Ekipa z Velvet Spoon podchwyciła temat i udostępniła bijący na alarm post u siebie, co z kolei uaktywniło inne popkulturowe profile. Chyba każdy niszowy film chciałby doczekać się tego typu darmowej reklamy.

Pojawił się dodatek do “Diablo 2: Resurrected”

Blizzard to jednak prawdziwi artyści w dojeniu kasy ze swoich fanów. Bo jak inaczej nazwać fakt, że właśnie pojawił się dodatek do Diablo II (w wersji zremasterowanej), w którym pojawia się nowa klasa, przedmioty i jakieś tam usprawnienia rozgrywki. To wszystko za “jedyne” 24,99$ Co więcej, to w sumie taka ukryta reklama nadchodzącego w tym roku dodatku do Diablo IV, w którym Warlock również się pojawi. Fani pewnie i tak będą zadowoleni, ale dla mnie to już jest odgrzewanie naprawdę nieświeżego kotleta.

Było oglądane

LARP. Miłość, trolle i inne questy

Pełnometrażowy debiut reżyserski Kordiana Kądzieli (tego od 1670) to przykład filmu, któremu jestem w stanie wybaczyć pewne niedociągnięcia przez to, że formalnie i tematycznie stanowi powiew świeżości w polskiej kinematografii, a już szczególnie jej komediowej gałęzi.

Pierwsze co zwraca uwagę, to sam pomysł, aby ta komedia romantyczna o nastolatkach rozgrywała się w nerdowskim środowisku, które do tego nie zostało potraktowane po macoszemu Domyślam się, że prawdziwy larpowcy mogą załamywać ręce nad takim ukazaniem ich pasji, ale pamiętajmy, że to jednak w dużym stopniu satyra. I to taka podszyta wielką dozą miłości dla fantastyki. Widać, że to efekt pracy ludzi siedzących w temacie, a nie tylko kogoś, kto widział Władcę pierścieni i ma takiego dziwnego kuzyna, co lubi grać w gierki. Duże wrażenie robi przywiązanie uwagi do szczegółów, choćby wszelakich kostiumów i tego, co rozgrywa się w tle. Kądziela i członkowie jego ekipa ewidentnie lubią bawić się obrazem i narracyjną formą, a swoimi pomysłami mogliby obdzielić przynajmniej kilka innych produkcji. Chyba od czasów Najmro, nie widziałem polskiego filmu, w którym byłoby tyle wizualnych bajerów. Jednak o ile tam można było zmęczyć się przekombinowanie, tutaj ta cała otoczka fajnie współgra z treścią. Ta zresztą też jest całkiem niegłupia i dobrze sprawdza się jako opowieść o pielęgnowaniu asertywności oraz podążaniu za własnymi zasadami.

Największym problemem filmu Kądzieli jest to, wszelkie problemy rozwiązują się trochę zbyt łatwo, przez co konflikty tracą na znaczeniu, a historia leci trochę na autopilocie. Scenariuszowo dałoby się tutaj pewnie trochę bardziej pogrzebać, ale nie zmienia to faktu, że LARP. Miłość, trolle i inne questy to jedna z najsympatyczniejszych polskich produkcji, które widziałem od lat. Idealnie pasuje tu określenie “przyjemniaczek” - może wydawać się trochę pobłażliwie, ale w naszym kinie potrzebne są tytuły dające trochę oddechu i przypominające, że da się robić komedie inaczej niż według powielanego od jakichś trzydziestu lat schematu.

Do obejrzenia w serwisie streamingowym CANAL+.

Świadek oskarżenia

Powolne odkrywanie filmografii Billy’ego Wildera to prawdziwa kinofilska przyjemność. Możecie go kojarzyć jako reżysera i scenarzystę takich klasyków jak Bulwar zachodzącego słońca, Garsoniera czy Pół żartem, pół serio, ale lista jego filmów wciąż wartych obejrzenia jest zdecydowanie dłuższa, czego świetny przykład stanowi Świadek oskarżenia. Tym razem mamy do czynienia ze wzorcowym dramatem sądowym połączonym ze sprawą kryminalną. Mający problemy ze zdrowiem, wyjątkowo zrzędliwy brytyjski adwokat podejmuje się obrony pewnego, sprawiającego wrażenie zupełnego kretyna, mężczyzny oskarżonego o zabójstwo pewnej bogatej wdowy. Sprawa należy do kategorii tych, w których nic nie jest takie, jakby na początku mogło się wydawać. To wzorcowy przedstawiciel konwencji, ale wyjątkowym czyni go charakterystyczna dla filmów Wildera gładkość w prezentowaniu bardzo gładkich i błyskotliwych dialogów. Te skrzą się od humoru, co daje interesujące połączenie z jednak dość ciężkim i mrocznym tematem przewodnim filmu. Mimo prawie siedemdziesięciu lat na karku, wciąż czuć tu świeżość i reżyserską rzutkość.

Obecnie do wypożyczenia na Amazon Prime Video.

The Muppet Show

Na Disney+ pojawił się w zeszłym tygodniu specjalny odcinek The Muppet Show w swojej klasycznej odsłonie. Specjalny, bo mamy do czynienia z czymś w rodzaju klasycznego pilota mającego sprawdzić, czy oglądalność programu jest na tyle duża, aby dać mu zielone światło na kolejne odcinki. Mam wielką nadzieję, że się to uda, bo te trzydzieści minut udowadnia, że Muppety są nieśmiertelne i ponadczasowe. Humor, jakość wykonania i kreatywne wykorzystanie gościa specjalnego (Sabrina Carpenter) dalej stoją na najwyższym poziomie i dają czystą radość z obcowania z Kermitem i spółką. Dalej działa to charakterystyczne połączenie wesołego absurdu i slapsticku z mrugnięciami oka do dorosłej publiki (pani Carpenter nadaj się do tego idealnie). Jest czasami strasznie sucho, czego symbolem są zgryźliwe dziady na balkonie, ale to też część muppetowego uroku. Kurczę, nawet nie wiedziałem, że aż tak mi tego brakuje.

A skoro już jesteśmy przy dzieciach Jima Hensona, to jeszcze mała ciekawostka na temat ich początków: drugi pilot The Muppet Show (i pierwszy pokazujący nieśmiertelną formułe programu) nosił tytuł Sex and Violence, co samo w sobie było satyrą na galopującą brutalizację amerykańskiej telewizji. Na samym początku pojawia się kontrowersjyny napis, narrator ogłasza zakończenie tej ery, po czym Crazy Harry go wysadza. Głównym wątkiem całego odcinka są przygotowania do Deadly Sins Peagant, czyli parodii konkursu piękności, w którym wybrany ma zostać najgorszy z siedmiu grzechów głównych.

Było czytane

Krew dziewicy

Mamy tu do czynienia z powieścią graficzną (przepraszam wszystkich przeciwników tego określenia) naprawdę dużego kalibru. Taką imponującą rozmachem, wielowątkową, a do tego powstająca przez czternaście lat (to zawsze dodaje dodatkowej powagi). Sammy Harkham przenosi czytelników do Hollywood na początku lat siedemdziesiątych, ale nie jest to historia o blichtrze i chwale największych przebojów oraz wielkich gwiazd. Główny bohater komiksu pracuje jako montażysta przy produkcji kręconych seryjnie różnego rodzaju filmów eksploatacyjnych w stylu tych tworzonych przez Rogera Cormana.

Seymour ma wielkie ambicje i kiedy jego scenariusz dostaje zielone światło, to wydawać by się mogło, że spełnienie marzeń jest już o krok. Jednak to tylko początek ciągu kolejnych gorzkich lekcji na temat brutalnych zasad przemysłu filmowego. Co z kolei przekłada sie na jego życie rodzinne. Choć tematyka campowego kina może kojarzyć się z czymś lekkim i przaśnym, to warstwa obyczajowa Krwi dziewicy na pewno do takiej nie należy. W swojej historii Harkham przygląda się dokładnie tematyce niszcycielskiej siły życiowych rozczarowań i niszczącej sile frustracji zatruwającej wszystko w otoczeniu bohaterów. Pod tym względem to bardzo dojarzała i przemyślana pozycja.

Miłośnicy klasyków kina B z lat sześćdziesiątych ten komiks będzie prawdziwą kopalnią bardziej i mniej bezpośrednich nawiązań. Pomimo olbrzymiego ładunku goryczy, jest to także opowieść o miłości do często pogardzanej, a przecież jakże istotnej odnogi amerykańskiego kina. Bo jak w prawdziwym życiu, złamać można tylko serce, które wypełnione jest uczuciem.

Do obczajenia u innych

Odcinek Podcastexu o Kaziku Staszewskim

Kto regularnie słucha Podcastexu ten wie, że twórczośc Kazika jest dość często pojawiającym się tam wątkiem, więc pewnie nie byłem jedynym czekającym na moment, kiedy panowie w końcu poświęcą mu cały odcinek. Ten dzień właśnie nadszedł i pojawiła się część pierwsza, która trwa trzy i pół godziny. Sam jeszcze nie przesłuchałem, ale myślę, że jestem w stanie polecić go w ciemno.

Postaw kawkę i wesprzyj powstawanie tego newslettera

Jeśli podoba Wam się moja twórczość (np. ten newsletter) i chcielibyście wspomóc jej powstawanie, to możecie zrobić to np. przez postawienie mi symbolicznej kawki (8zł) na portalu Buycoffee.to. Każda wpłata dużo dla mnie znaczy i pomaga mi w dostarczaniu Wam kolejnych tekstów. Z góry dzięki za kawusię.