- Kajetan's Newsletter
- Posts
- Kusi na Newsletter #40
Kusi na Newsletter #40
Upierdliwi dziennikarze i zwierzęci detektywi
Powoli wygrzebuję się mentalnie z tego dziwnego świąteczno-noworocznego okresu, w którym wszystko przestaje działać na jasno ustalonych zasadach, czego zwieńczeniem jest święto trzech króli. Może jestem dziwny, ale dość szybko potrafię się zmęczyć taką rozleniwioną atmosferę w stylu “ogarniemy po świętach”, za którą podąża “zrobi się po nowym roku”. Nie powiem, wypocząłem sobie, ale jakoś też fajnie sobie usiąść przed klawiaturą i trochę popisać. Chyba chcę w ten w sposób przekazać, że po prostu lubię sklejać dla Was ten newsletter i po kilku tygodniach przerwy zaczynam za tym tęsknić. Także miłego czytania nowej odsłony!
Tych z Was, którzy trafili tu z innego miejsca niż ich skrzynki mailowe zachęcam do zapisania się na listę newsletterową, wtedy będziecie dostawali go co piątek.
Trailery
The Muppets Show
Muppety wracają ze specjalnym odcinkiem swojego legendarnego show. I jeśli wierzyć sugestiom zawartym w trailerze - jeśli oglądalność będzie wystarczająco wysoka, to możliwe, że dostaniemy kiedyś pełnoprawny sezon. Chyba wiecie co z tym zrobić.
Avengers: Doomsday
Te wypuszczane ostatnio teasery nowych Avengersów śmierdzą dla mnie desperackimi próbami wykorzystania nostalgii widzów. Wow, wróci Chris Evans, Chris Hemstworth i Chris Obsada X-Menów sprzed trzydziestu lat. A co z tymi wszystkimi postaciami wprowadzonymi przez ostatnie siedem lat od zakończenie Endgame? No ten, fajnie że będzie znowu Robert Downey Jr. co nie?
Łup
Czasami łatwo przykuć moją uwagę - widzę film, w którym razem występują Matt Demon i Ben Affleck i od razu wiem, że będę chciał go zobaczyć. A jeśli do tego całość zapowiada się na mocny thriller o napadzie, to już w ogóle jestem kupiony. Wiadomo, że z filmami Netflixa bywa różnie, ale tutaj pozwolę sobie na dobre przeczucia.
Newsy
Idris Elba dostał tytuł szlachecki

Na początku tego roku Idris Elba otrzymał tytuł szlachecki. Pomijając już kwestię słuszności istnienia takiej instytucji w dzisiejszych czasach warto zwrócić uwagę na fakt, za co dokładnie mu go przyznano. Bo tym razem nie chodzi o aktorstwo czy ogólnie pojętą sztukę, a działalność społeczną na rzecz młodzieży. W prowadzonej wraz z żoną Sabriną "Elba Hope Foundation" działa na rzecz umożliwiania rozwoju młodym ludziom w USA, Wielkiej Brytanii i krajach afrykańskich. Warto wspomnieć, że sam Elba zawdzięcza możliwość rozpoczęcia kariery aktorskiej, dzięki rządowemu grantowi (dość skromnemu, bo wynoszącemu 1500 funtów), który otrzymał jako młodziak.
Zamieszanie wokół zbiórki na Mickey’a Rourke’a

W tym tygodniu Mickey Rourke mimowolnie znowu stał się obiektem uwagi internautów.
Wszystko to z powodu akcji charytatywnej, która wystartowała w poniedziałek. Jej celem jest uzbierenie 100 000 dolarów (już prawie się zebrało) mających pomóc aktorowi w spłacie zaległości za jego dom i w ten sposób uniknięcia eksmisji.
Początkowo wszyscy myśleli, że decyzja o zbiórce została podjęta przez samego Rourke'a. Jednak dzień po jej starcie on sam wydał oświadczenie, że nic o niej nie wiedział, a za wszystkim stoi asystentka jego menadżerki.
Rourke w skierowanym do fanów nagraniu zachęcał ich do wycofania pieniędzy ze zbiórki.
"I would never ask strangers or fans or anybody for a nickel. That's not my style. You ask anyone who knows me. It's humiliating and it's really f***ing embarrassing."
Przy okazji muszę zwrócić uwagę na jego piękną stylóweczkę.
Netflix zapowiada siedemnastodniowe okno dla kinowych premier

Jeśli ktoś dalej zastanawia się, czy przejęcie Warner Bros. przez Netfliksa może wpłynąć na rynek kinowy, to ta informacja powinna rozwiać wątpliwości: krążą wieści, że platforma naciska na to, aby okienko kinowe dla filmów Warnera wynosiło zaledwie siedemnaście dni od premiery, po których miałaby one trafić prosto na streaming. Ups.
Było oglądane
The Ballad of Wallis Island

Po "The Ballad of Wallis Island" sięgnąłem dzięki rekomendacji SpoilerMaster - Podcast do słuchania po seansie, który zareklamował go jako jedną z ukrytych perełek zeszłego roku i "mały, wielki film". I kurde, miał skubany rację.
Muszę się przyznać, że podchodzę z dużą dozą niepewności do quirky filmów w stylu "zgorzknialec na nowo uczy się doceniać życie dzięki spotkaniu z pozornie głupawym panem pozytywnym", bo w ciągu ostatnich dwóch dekad naoglądałem się ich bardzo dużo. Tego rodzaju kino wyrobiło swoje schematy, które niestety dość często prowadzą do banału. Jednak nie tym razem. Choć historia o wypalonym muzyku, który przybywa na odciętą od świata wyspę, aby zagrać koncert dla swojego zaskakująco bogatego fana ma potencjał na potknięcie się o tani sentymentalizm, to omija go szerokim łukiem.
Owszem, jest to opowieść dość bajkowa, ale potrafiąca także posypać na emocjonalne rany solidną porcję soli. Humor łączy się tu ze smutkiem, czego efektem jest wspaniała życióweczka. Z rodzaju tych nie próbujących łudzić, że ból może zniknąć za sprawą jakiegoś magicznego zdarzenia, ale za to dających nadzieję, że wciąż możemy odzyskać to, co kiedyś pozwalało nam przeć do przodu.
Chcący trochę rozgrzać serducha w tej mroźny czas mogą znaleźć go do wypożyczenia na róznych serwisach VOD.
Zwierzogród 2

Miejmy to za saobą - nie, Zwierzogród 2 nie jest równie udanym filmem, co jego poprzednik, ale takie porównanie z założenia jest nieucziiwe. Pierwszy Zwierzogród jest chyba moją ulubioną animacją “czystego” Disneya wypuszczoną w tym wieku, więc oczekiwania miałem bardzo wysokie. Natomiast sequel jest filmem “tylko” wyśmienitym i deklasującym większość konkurencji. Podczas pierwszego seansu trudno nie czuć się wręcz przytłoczonym natłokiem wszelkiego rodzaju atrakcji, z niezwykle pomysłowymi i niezmiennie zabawnymi scenami przedstawiającymi codzienne życie zróznicowanych mieszkańców tytułowej metropolii. Żarty, zarówno wizuwalne jak i słowne (w polskim tłumaczeniu znajdziemy prawdziwe perełki) sypią się jak z rękawa. Akcja poprowadzona jest sprawnie, Nick i Jodie to dalej znakomity duet, a i przesłanie historii jest całkiem niegłupie. Dzieci mogą cieszyć się z zabawnych zwierzaków, a rodzice wyłapywać nawiązania do kinowej klasyki, więc wszyscy powinni być zadowoleni. Jest naprawdę super, więc czemu się właściwie czepiam? A bo po prostu mam wrażenie, że w pierwszej części intryga była jednak trochę lepiej poprowadzona, ale to już naprawdę tylko takie moje czepianie, bo i tym razem bawiłem się znakomicie.
Mroki Tulsy

Ze sporym opóźnieniem na Disney+ pojawiły się wszystkie odcinki nowego serialu Starlina Harjo, showrunnera rewelacyjnych Reservation Dogs, z Ethanem Hawkiem w roli głównej.
Hawke wciela się tu w postać Lee Rayborna - wyjątkowo niepoukładanego życiowo, działającego na terenie Tulsy dziennikarza śledczego, który woli używać samozwańczego określenia "Truthstorian". Jak pewnie łatwo się domyślić, facet ma obsesję na punkcie prawdy i zaglądania pod każdy kamień w swoim mieście. W połączeniu z brakiem instynktu samozachowawczego i umiejętności trzymania gęby na kłódkę czyni to z niego prawdziwy wrzód na tyłku ludzi lubujących się w średnio legalnych interesach. Kiedy ginie członek rodziny lokalnych posiadaczy ziemskich (i brat potencjalnego przyszłego gubernatora Oklahomy), Lee jako jedyny nie wierzy w oficjalną narrację, że ten sam odebrał sobie życie, więc rozpoczyna własne śledztwo.
W Mrokach Tulsy od początku ujęło mnie to, jak serial łączy w sobie komedię z dość mroczną historią kryminalną. Duża w tym zasługa samego głównego bohatera, którego na początku trudno traktować poważnie, bo nie pozwalają na to ani jego metody działania ani charakter. Łatwo byłoby zrobić z niego po prostu pajaca, ale im dalej w las, tym nabiera on całkiem interesującej głębi, która sprawia, że trudno mu nie kibicować. Zaczynamy rozumieć, że tylko ktoś tak oderwany od rzeczywistości może wsadzić patyk w szprychy przekonanym o swojej nietykalności. Lee ma w sobie coś z Charliego LeDuffa z początkowych okresów jego twórczości - bywa niezmiernie irytujący, ale serce ma po właściwej stronie i nie kryguje się przed wytykaniem komuś wciskania kitu.
Choć Mroki Tulsy są o wiele bardziej zwartą historią niż Reservation Dogs, to także tutaj widać, że dla Starjo równie ważne co fabuła jest przedstawienie mozaiki, jaką jest zamieszkująca Tulse społeczność. Z jednej strony amerykański folk i umiłowanie do kowbojskich mitów, z drugiej silna obecność Indian i czarnoskórych. Serial lubi zboczyć ze ścieżki głównego śledztwa, aby pokazać mniej oczywiste widoki. I niby można narzekać, że główny wątek traci przez to tempo, a całość bywa rozwleczona, ale dla mnie to właśnie świadczy o jej wyjątkowości. Rzeczywiście możemy się poczuć, jakbyśmy patrzyli na ten świat oczami dziennikarza, który wie, że do poznania pełnego obrazu sprawy trzeba spojrzeć na nią z każdej perspektywy.
Aktorsko mamy tu do czynienia z prawdziwym tour de force Ethana Hawke'a, który ewidentnie bardzo swobodnie czuje się w roli takiego dziwaka, jakim jest Lee. Łączy w nim charakterystyczną dla siebie charyzmę ze stylem lokalnej ćmy barowej. Trochę jakby jego postać z Orbtiowania bez cukru nie zauważyła, że przez te trzydzieści lat porządnie zdziadziała. Obsada drugoplanowa także jest niczego sobie, bo na ekranie pojawiają się także Tim Blake Nelson, Kyle MacLachlan, Keith David czy (gościnnie) Peter Dinklage. Wszyscy bardzo dobrze odnajudją się w tej lekko przerysowanej konwencji.
Polecam szczególnie fanom przewrotnych kryminałów i klimatu amerykańskiego południa. A także tym lubiącym kiedy produkcja gatunkowa pod rozrywkowym płaszczykiem skrywa całkiem sporo nieoczywistego przesłania.
Było czytane
Niezwyciężony

Powtarzam sobie/nadrabiam ostatnimi czasy dzieła Lema i w końcu przyszedł czas na Niezwyciężonego. Kiedyś w jego twórczości najbardziej kręciły mnie niesamowite pomysły, ale teraz znajduję w nich inną wartość (choć jego wyobraźnia nadal potrafi onieśmielić). W Niezwyciężonym, podobnie jak w Solaris, najbardziej przejmujące jest to nasilające się poczucie obezwładniającej bezsilności ludzkiego poznania wobec nieskończoności kosmosu. To pogodzenie się z faktem, że ludzkość nigdy nie dorośnie do niemożliwego zadania zgłębienia wszystkich tajemnic rzeczywistości, nie mówiąc już o wręcz śmiesznych ograniczeniach poszczególnych jednostek. Lem potrafi wzbudzić tym grozę większą niż ta, którą niosą za sobą wszelkie kosmiczne strachy na lachy. Książkę odsłuchałem na Audiotece, która zrobiła z niej audiobookową superprodukcję. Krystyna Czubówna jako narratorka, w obsadzie między innymi Daniel Olbrychki i Arkadiusz Jakubik, a w tle przygrywa muzyka stworzona przez Ściankę. Do tego świetna oprawa dźwiękowa, która dodatkowo podkreśla poczucie kompletnego zagubienia, jakie przeżywają bohaterowie.
Do poczytania u innych
Felieton o AI trailerze filmowej Zeldy
Ostatnio viralem stał się “wspaniały”, wygenerowany w AI trailer filmowej Zeldy, którego “twórca” chwali się tym, że kosztował go zaledwie 300 dolarów i zajął kilka dni roboty. Na Kotaku pojawił się spoko felieton, w którym autor rozkłada to “dzieło” na czynniki pierwsze i tłumaczy, czemu zachwyt takimi wytworami jest trochę bez sensu. Każda okazja, aby zjechać AI slop jest dobra, więc polecam lekturę.
Postaw kawkę i wesprzyj powstawanie tego newslettera
Jeśli podoba Wam się moja twórczość (np. ten newsletter) i chcielibyście wspomóc jej powstawanie, to możecie zrobić to np. przez postawienie mi symbolicznej kawki (8zł) na portalu Buycoffee.to. Każda wpłata dużo dla mnie znaczy i pomaga mi w dostarczaniu Wam kolejnych tekstów. Z góry dzięki za kawusię.

